popularne gry strzelanki Recenzje gier PC

Dead Island – kolejna gra o zombie



Przejdź do katalogu gier!

Kolejna gra o zombie? Czemu by nie! Czy jednak naszym rodakom z Techland udało się dorównać Valve i ich niemalże już kultowemu Left 4 Dead? Sprawdźcie razem z nami – oto recenzja Dead Island.

Ostatnio na brak ciekawych produkcji z chodzącymi trupami w roli głównej naprawdę nie można było narzekać. Również i Polacy z Techland postawili na zombiaki. Co jednak z tego wyszło? Czyżby tylko klon Left 4 Dead? Wielu porównuje bowiem naszą rodzimą grę do właśnie hitu z Valve. Niesłusznie, to bowiem dwa zupełnie inne tytuły. W Left 4 Dead od zawsze twórcom chodziło przecież o jak najlepsze oddanie klimatu zaszczucia bohaterów. Wszechobecne poczucie zagrożenia, beznadziejność, narastające z każdą chwilą napięcie, szybka, pełna adrenaliny akcja – oto czym jest Left 4 Dead. Dead Island, to znów coś zupełnie innego – to przede wszystkim rasowa gra akcji nastawiona na jak najkrwawszą jatkę, tytuł gdzie nie liczy się już tak bardzo klimat, ale raczej ilość rozbitych po drodze łbów zombie. Fabuła, bohaterowie, czy nawet właśnie sam klimat schodzą na dalszy plan. Ma być za to widowiskowo i brutalnie. W takiej jednak roli Dead Island spisuje się znakomicie.

Jak zapewne już wiecie, zabawa zaczyna się gdy nasi bohaterowie przybywają na piękną, wręcz rajską wyspę Banoi. Wymarzone wakacje w ekskluzywnym kurorcie przerywa jednak tajemnicza zaraza, która zamienia wczasowiczów w chodzące trupy z wyraźnym nadmiarem apetytu. Wybieramy więc szybko postać, w którą się wcielimy (cztery do wyboru – każda specjalizująca się w innej broni) i przedzierając się przez hordy nieumarłych, próbujemy wydostać się z przeklętej wyspy.

gry fps strzelanki

Niestety twórcy wpadli tutaj na pomysł, aby dołożyć do tego jakaś bardziej skomplikowaną fabułę i – delikatnie mówiąc – niespecjalnie im to wyszło. Historia opowiedziana w Dead Island jest bowiem strasznie nijaka i jeżeli liczycie na porywającą fabułę rodem z hollywoodzkich filmów czy dynamiczne zwroty akcji, z których słynnie na przykład takie Call of Duty, to się mocno zawiedziecie. Nie dość, że opowiedziana tutaj historia jest aż do bólu sztampowa, to jeszcze sposób jej opowiedzenia wprost woła o pomstę do nieba. To zresztą głównie wina tragicznych dialogów, które są drętwe jak Rasiak na boisku za swoich najlepszych lat. Czasami można mieć aż wrażenie, że pisał je jakiś gimnazjalista – całość poraża sztucznością a napotkane postacie często wygłaszają swoje kwestie równie naturalnie co uczeń deklamujący wiersze na akademii z okazji zakończenia roku szkolnego. Co z tego, że mamy tutaj ogromny, w zasadzie otwarty świat, co z tego, że twórcy przygotowali całą masę zadań pobocznych, skoro większość z nich polega na tym samym a główna linia fabularna po prostu nie wciąga? Co z tego, że wyspa jest pełna różnych NPC, skoro żaden z nich nie zapada w pamięć i mamy wrażenie, że rozmawiamy z manekinami ze sklepu? Co więcej, zabawę psuje dodatkowo niekonsekwencja autorów gry – nawet jeżeli bawimy się samotnie, to co pewien czas oglądamy cut scenki, w czasie których magicznie, tuż obok naszej postaci, pojawia się reszta bohaterów. Rozumiem, że to ukłon w stronę trybu kooperacji, ale nie można było zrobić tego tak jak w na przykład Left 4 Dead? Skoro chciano prowadzić fabułę wspólnie dla całego zespołu, to można było go oddać pod kontrolę AI, która pomagałaby nam w czasie zabawy a nie tylko „teleportować” naszych przyjaciół przy okazji samych cut-scenek… Takich „dziwactw” i uproszczeń jest tutaj zresztą cała masa. Ech… ale jak już mówiłem – Dead Island to po prostu zwykła „nawalanka”, więc mimo wszystko te braki fabularne tak bardzo nawet nie przeszkadzają.

gry o zombie

Gra nadrabia bowiem niedostatki fabularne świetną i dynamiczną akcją. Cała zabawa zakłada się tutaj na walce wręcz; broń palną można wprawdzie również zdobyć, ale jest stosunkowo nieskuteczna i praktycznie nie ma do niej amunicji. Zostają nam więc wszelakiego rodzaju gazrurki, baseballe, noże czy nawet wyrwane z płotu sztachety. Na małą różnorodność uzbrojenia nikt nie powinien więc narzekać, a zbierając napotkane po drodze przedmioty możemy jeszcze samemu zmontować dodatkowo kilka ciekawych gadżetów. Co więcej, każdą zabawkę można także ulepszyć i … naprawić, o ile tylko posiadamy trochę zbędnej kasy. W wierze walki przedmioty zużywają się bowiem bardzo szybko i bez regularnego reperowania ekwipunku na specjalnych stołach warsztatowych raczej długo nie pociągniemy.

Tak więc mimo tego, że Dead Island jest utrzymane w konwencji typowej dla FPS’ów, to jednak strzelania tutaj raczej nie uświadczymy – zabawa wymaga wręcz zwykle przejścia do walki w zwarciu. Z jednej strony całość zyskuje dzięki temu na dynamizmie i widowiskowości, ale z drugiej od pewnego momentu zaczyna to nużyć. Walka jest bowiem bardzo schematyczna i zakłada się głównie na chyba zbytnio skutecznych kopniakach, albo waleniu na oślep tym co trzymamy w dłoniach, czasami uskakując tylko na boki przed kontratakami wroga. Wszystko to wygląda zresztą bardzo efektownie – każdy cios zostawia po sobie ślady a jeżeli dobrze trafimy, to możemy zmiażdżyć głowę przeciwnika albo nawet odciąć mu ręce. Niestety na dłuższa metę taka zabawa się jednak nieco nudzi, tym bardziej, że cała zabawa jest bardzo prosta i nie stanowi dla nas większego wyzwania. Nawet gdy zginiemy, gra respawnuje nas kilka metrów dalej odbierając tylko 10% posiadanej gotówki

popularne gry strzelanki

Trzeba jednak przyznać, że jeżeli chodzi o samą stylistykę, to Dead Island bije na głowę całą swoją konkurencję. Gra jest po prostu piękna i – co ważniejsze – cholernie klimatyczna. Z jednej strony mamy piękną, słoneczną i rajską wyspę a z drugiej twórcom udało się oddać perfekcyjnie klimat starych filmów gore. Banoi jest naprawdę ogromne, pełne różnych zakamarków a jeżeli chcemy zwiedzić ją całą, to zabawy starczy nam nawet na 30 godzin. To po prostu istny raj dla wszystkich Graczy lubiących wyszukiwać ukryte przez twórców „znajdźki” i polujących na kolejne zadania poboczne. Sam teren gry jest zresztą podzielony w zasadzie na kilka mniejszych, zwykle otwartych terenów, chociaż niektóre misje to już typowe liniowe lokacje pełne labiryntów. Na początku zwiedzimy więc kurort turystyczny z pięknymi hotelami i bungalowami, później akcja przeniesie nas do miasta i slumsów i w końcu do tropikalnej dżungli. Każda z tych miejscówek jest utrzymana w zupełnie innym stylu a wszystko zachwyca klimatem i ilością detali – palmy falują na wietrze, rzucając realistyczne cienie, plaże zachwycają złotym piaskiem a pokoje hotelowe są pełne walizek i rzuconych w nieładzie ubrań… W tej grze po prostu czuje się wręcz tropiki, ten upał, słońce i duszne powietrze przesiąknięte krwią. Niestety na takie zachwyty nie zasługują już modele postaci – te dla odmiany szokują „plastikowością” i tragiczną wprost animacją. Przerywniki filmowe cofają nas zaś do czasów sprzed chyba 10 lat, kiedy mimika ograniczała się tylko do samych ruchów żuchwy a bezsensowne, konwulsyjne machanie rękami budziło podziw. To dziwne, bo same zombiaki są znów aminowe bardzo dobrze a ich ragdoll sprawdza się świetnie.

popularne gry strzelanki

Grając w Dead Island wyraźnie widać, że gra była od początku projektowana głównie pod multi i co-op. W tym trybie wiele wspomnianych wcześniej wad już wcale nie przeszkadza – na marną fabułę nie zwracamy uwagi a liczy się tylko ogromna wyspa, masa zadań i zombich, których można rozwalać do spółki ze znajomymi; tym bardziej, że im więcej kumpli tym wrogowie stają automatycznie coraz mocniejsi. Spróbujcie zresztą sami – wspólne przemierzanie Banoi jest naprawdę ciekawym doświadczeniem!

No i mamy problem z końcową oceną, oj mamy. Mimo szeregu wad, Dead Island ma bowiem w sobie to coś, co powoduje, że trudno się od niego oderwać i ciągle chcemy sprawdzić co kryje się za kolejnym rogiem, skałą czy chatką. Przesiąknięty niepowtarzalnym klimatem, ogromny i rozbudowany świat, to bowiem największa chyba zaleta Dead Island. Sama walka również daje sporo radości, ale jednak na dłuższa metę potrafi już się znudzić, nawet mimo całych ton różnorodnego uzbrojenia. Szkoda tylko, że twórcy dali ciała z fabułą – na dobrą sprawę mogłoby jej tutaj w ogóle nie być, a gra by na tym jeszcze zyskała.

Sprawdź najlepszy katalog gier!