najlepsze gry RPG Recenzje gier PC

Gra o Tron RPG – książka, serial, a teraz i gra…



Przejdź do katalogu gier!

Gra o Tron powstała na podstawie sagi fantasy autorstwa George’a R. R. Martina, składającej się z siedmiu książek wydanych pod wspólną nazwą „Pieśń Lodu i Ognia”. Sukces serialu zapewnił nam grę RPG silnie powiązaną z oryginalną powieścią. Nasza recenzja Game of Thrones: Gra o Tron odkryje przed Tobą wszystkie tajemnice cyfrowego świata.

Cyanide obiecywało, że zabierze nas w epicką podróż pomiędzy sprytnymi intrygami, a interesującym systemem walki. Cóż, czasem nawet w kłamstwie można znaleźć ziarno honoru, jak mawiał Ned Stark. Oto nasza recenzja Game of Thrones RPG.

Game of Thrones RPG było moją nadzieją na swobodną eksplorację bogatego świata Westeros. Serial HBO nie był w stanie zaspokoić moich pragnień pod względem wizualnym. Chciałam sama sterować kamerą, wirtualnie dotknąć ściany lodowego Muru, przejść się po Pięści Pierwszych Ludzi, podążyć szlakiem Doliny Arrynów, wreszcie ujrzeć przepych i swoisty zapach Królewskiej Przystani, tak dobitnie podkreślany w powieści. Chciałam móc napluć Cercei w twarz, przybić piątkę Tyrionowi i posłuchać opowieści rekrutów w Nocnej Straży. Wierzyłam w to wszystko, tym bardziej, że pieczę nad projektem trzymał sam G.R.R Martin. Przecież nie przyłożyłby ręki do czegoś, co rozczarowałoby jego fanów, prawda?

ciekawe gry przygodowe

Niestety po raz kolejny grywalna adaptacja powieści / filmu jest ewidentnie zrobiona po to, by naciągnąć tysiące ludzi, którzy z zapartym tchem kibicowali swoim ulubionym bohaterom. Studio Cyanide nie udźwignęło zupełnie rozmachu serii i zaoferowało produkt, który nie powinien wychodzić na światło dzienne. Boli mnie najbardziej zmarnowany potencjał, gdyż obawiam się, że po klapie Game of Thrones RPG nikt już na poważnie nie weźmie się za przeniesienie tego uniwersum do świata wirtualnej rozrywki, a co za tym idzie moje marzenia rozpłyną się w nicości.

Początkowo nic nie wskazywało na to, że po kilku godzinach będę płakać z żalu i rozgoryczenia. Naprawdę gdyby ktoś wcześniej mi powiedział, że nie będzie mi się chciało grać w RPGa w świecie Westeros to nigdy bym mu nie uwierzyła. Wierzcie mi – nie ma nic gorszego dla recenzenta niż zmaganie się z produktem, który powoduje białą gorączkę. Trzy razy chciałam zrezygnować i poddać się już w połowie gry. Ale wtedy zarzucono by mi mały obiektywizm, bo może ta druga połowa jest lepsza od pierwszej?

Wróćmy do początku. Na wstępie w menu wita nas znana melodia otwierająca serial. Intro wprowadza nas do fabuły dość szczątkowo. Akcja gry rozpoczyna się na chwilę przed wydarzeniami znanymi z książki – dokładnie przed śmiercią namiestnika królewskiego (hurra, poczciwy Ned Stark zatem też jeszcze żyje :P). Rozgrywkę będziemy prowadzić z perspektywy dwóch postaci – kapłana R’hllora- Alestera Sarwycka oraz zwiadowcy Nocnej Straży – Morsa Westforda. Są to bohaterowie alternatywni, stworzeni na potrzeby gry. Podobnie jednak jak w powieści będziemy ich losy poznawać na zmianę, skacząc co rozdział to w stronę Królewskiej Przystani, to w stronę Muru.

Tworzenie bohaterów wyglądało przyzwoicie i obiecująco. Najpierw rozdawanie punktów umiejętności ogólnych pokroju siły, wytrzymałości i inteligencji, następnie wchodzenie w bardziej szczegółowe statystyki (np. skuteczność posługiwania się danym typem broni ), standardowe drzewko umiejętności aktywnych i pasywnych używanych podczas walki ( 14 rodzai), a także drzewko umiejętności specjalnych danej postaci, o których powiem dalej. Nie zabrakło rzecz jasna wyboru jednego z 3 stylów walki. Mój Alester został Wodnym Tancerzem, a Mors ciężkim rycerzem lubującym się w dwuręcznych mieczach. Dodatkowo pozytywnie zaskoczył mnie także wybór mocnych i słabych stron, które musiały zostać ustawione równoważnie. Przykładowo decydując się na silnie rozwinięte umiejętności przywódcze podnoszące statystyki walki towarzyszy, które były wyważone na 4 punkty, musiałam wybrać tak samo silne wady mojej postaci. I tak Mors został świetnym liderem, ale cierpiał większe obrażenia od ognia i wkurzał się, gdy ktoś inny niż on wykończył przeciwnika, przez co spadała mu koncentracja. Fajne? Jak najbardziej.

To stare powiedzenie Starków oznacza, że złe czasy dopiero nadchodzą. W świecie Westeros nikt nie jest pewny następnego dnia. To czasy intryg, okrucieństwa, walki o władzę, bezwzględności i kultu pieniądza. Game of Thrones RPG obiecywało oddanie identycznego klimatu: wartkiej akcji, nie zawsze krystalicznych bohaterów, skomplikowanych wyborów moralnych i spiskowania za plecami wrogów. Niestety ja nic z tych rzeczy nie odczułam.

Sama historia, choć alternatywna i nie mająca odniesienia do powieści nie jest najgorsza. Alester to jeden z synów lorda Riverspring (miejscowości wymyślonej na potrzeby gry), który wraca do zamku po 15 latach nieobecności, by oddać hołd zmarłemu. Na miejscu dowiaduje się, że jeden z jego braci jest podejrzany o otrucie ojca, a siostra została obiecana sir Valarrowi, – brutalnemu przyrodniemu bratu Alestera – z woli Królowej Cercei. Kapłan wyrusza do Królewskiej Przystani, by wpłynąć na jej decyzję i zostać samemu władcą Riverspring, a także by oczyścić brata z zarzutów. W tym celu przyjdzie mu wykonywać zadania dla Królowej, które ze szlachetnością mają niewiele wspólnego.

gry przygodowe

Mors z kolei, będąc jednym z najlepszych zwiadowców Nocnej Straży zostanie poproszony o pomoc w odnalezieniu pewnej dziewczyny przez samego Jona Arryna – królewskiego namiestnika. Wielu złych ludzi z południa będzie czaiło się na jej głowę, a Mors chcąc spełnić ostatnią wolę przyjaciela przez większą część gry wcieli się w rolę siwowłosego bodyguarda

Fani powieści nie powinni mieć problemu z przewidzeniem pewnych wydarzeń, a co za tym idzie nie mogą liczyć na jakiekolwiek twisty czy nagłe zwroty akcji. Nie jest to jednak aż tak wielki minus i do samej linii fabularnej nie miałabym większych zastrzeżeń, gdyby nie jedno – gra jest koszmarnie przegadana. To nie jest RPG. To interactive movie. I tak musicie tę grę traktować, bo inaczej po prostu będziecie zawiedzeni.

Rozpoczynamy nowy rozdział w miejscu zakończenia poprzedniego. Na mapce świeci się ikona nadrzędnego questu – zazwyczaj kilka metrów od nas. Robimy zatem parę kroków. Następuje cut scenka – długa i monotonna, w trakcie której możemy wybrać zazwyczaj jakąś opcję dialogową, która i tak nie wpływa w ogóle na samo podjęcie misji. Patrzymy na mapkę i znów wędrujemy we wskazane miejsce. Przebiegamy z 20 metrów, gdy ktoś nas atakuje. Walczymy 2 minuty. Dochodzimy do punktu kulminacyjnego. Następuje sekwencja dialogowa, która rzecz jasna kończy się walką z większym bossem. Wracamy po nagrodę. Znów czeka nas dłuuuugaśna historia, którą po kilku godzinach zbywamy szybkimi kliknięciami. Rozdział się kończy. Zaczynamy historię drugim bohaterem.

Game of Thrones RPG pozbawione jest wielu rzeczy typowych dla gatunku. Przede wszystkim nie będziecie się w stanie utożsamić z żadnym z dwóch bohaterów. Są oni jednowymiarowi, już po kilku dialogach będziecie wiedzieli jak się zachowają i co powiedzą. Sterując nimi ma się wrażenie, że postępuje się tylko według ściśle określonego scenariusza. Że to nie my decydujemy jakimi oni okażą się ludźmi. Wybory moralne poza dwoma momentami ograniczają się do prostego wyboru – czy weźmiesz quest poboczny czy też nie? Nasze decyzje nie mają praktycznie żadnego odbicia w otoczeniu, poza różnymi komentarzami postaci pobocznych. Liczba samych misji jest godna pożałowania. W każdym z 15 rozdziałów znajdziecie od 1 do maksymalnie 3 questów pobocznych, które sprowadzają się zazwyczaj do jednego – odbycia żmudnego dialogu. Na 30 obiecywanych przez twórców „porywających” godzin, rozmowy spokojnie zajmą Wam 85% całego czasu. 10% zajmuje walka (o niej za chwilę), a 5% dochodzenie pod wskazany adres.

Olbrzymim szokiem była dla mnie okropna liniowość rozgrywki. Brak swobodnej eksploracji w grach RPG obniża moim zdaniem momentalnie końcową ocenę. Dlaczego muszę przebywać tylko w jednym mieście? Dlaczego nie mogę wyjść poza granicę danego obszaru i po prostu sobie pospacerować? Po co pokazuje mi się mapkę świata, skoro jedynym aktywnym punktem jaki mogę na niej wybrać to ten, do którego prowadzi mnie quest główny. W końcu dlaczego brakuje tu jakiejkolwiek interakcji z otoczeniem? Dawno nie widziałam tak wymarłych lokacji. Królewska Przystań, która jest stolicą, która tętni życiem we dnie i w nocy, która jest wiecznie zatłoczona, brudna w dolnych partiach miasta i przepiękna w górnych, w tej grze wygląda nijako. Na ulicach pusto jak w czasach epidemii. Taki obraz pasuje do Czarnego Zamku położonego na północy, gdzie panuje okropne zimno i nikomu nie chce się wyściubiać nosa poza krawędź domu, a nie do południowego, gorącego miejsca.

najlepsze gry RPG

Idźmy dalej. Co przysparza nam radość w grach RPG? Zbieranie kasy na odpowiedni oręż. To dla lepszych parametrów błądzi się czasem po kilka godzin w jaskiniach ubijając pomniejsze potwory by w końcu kupić sobie mega-super-odjazdowy kostur czy miecz, który dwoma cięciami położy potężnego bossa. W Game of Thrones RPG tego nie uświadczycie. Podczas całej gry nie kupiłam w sklepikach ANI JEDNEJ rzeczy, gdyż po prostu nie była ona do niczego potrzebna. Po pewnym czasie nawet odechciało mi się schylać po monety poutykane w różnych miejscach. Z wrogów wypadają na tyle dobre sprzęty, że bez problemu będziecie w stanie pokonać każdego oponenta.

I tu przychodzimy do rzeczy bardzo ważnej, a mianowicie systemu walki. Ech i znów – miało być pięknie – wyszło inaczej. Potyczki rozgrywają się w czasie rzeczywistym, jednak nie chodzi w nich o zręczność czy stosowanie uników, a o taktyczne wykorzystanie umiejętności. Zazwyczaj oprócz postaci głównej mamy okazję sterować też postacią drugoplanową. W walce możemy się między nimi płynnie przemieszczać. Każdemu bohaterowi możemy wyznaczyć kolejkę 3 umiejętności, które zabierają nam określoną ilość energii. Jeżeli ta spadnie do zera możemy użyć standardowego ataku (nie ma tu możliwości użycia postawy defensywnej). Gdy pozostawimy postać samą sobie nie stoi ona jak drewniany kołek tylko również walczy, choć ataki są wtedy mało efektywne. Jak mówiłam walka trwa w czasie rzeczywistym, jednak wchodząc do menu umiejętności czas ulega spowolnieniu.

Poziom trudności określany w grze jako normalny, w praktyce okazuje się bardzo niski. W większości potyczek wystarczą ataki standardowe by pokonać wroga, co sprawia wrażenie, że „walka toczy się sama”. W poważniejszych bitwach trzeba już faktycznie troszkę pomyśleć, gdyż przeciwników jest więcej. Wtedy z pomocą przychodzą symbole umieszczone nad ich głowami. I tak, najłatwiej pokonać wrogów nieuzbrojonych w tarcze, a kolczugę rozerwać ciężkim buzdyganem. Takich zależności jest kilka i byłby to naprawdę fajny pomysł, gdyby działał faktycznie. Początkowo próbowałam zmieniać bronie i dostosowywać się pod porady z samouczka, jednak po czasie zauważyłam, że używając takiego samego oręża do różnych przeciwników i tak wygrywam, po cóż więc niepotrzebnie sobie utrudniać… Walka tutaj nie cieszy, nie sprawia satysfakcji. Stanowi jedynie przerywnik między męczącymi dialogami.

Jedyną rzeczą, która mi się naprawdę spodobała, była dodatkowa umiejętność Morsa. Podobnie jak Bran Stark, nasz zwiadowca jest Zmiennokształtnym, tylko o wiele bardziej rozwiniętym. Jego nieodłącznym towarzyszem jest pies, nad którym możemy przejąć kontrolę podczas wykonywania misji. Widok zza pleców zmienia się wtedy na FPP z perspektywy czworonoga. Są zadania, podczas których niezbędne jest używanie jego umiejętności. Będąc w ciele psa możemy śledzić zapachy unoszące się w powietrzu i tropić tym samym wrogów, a jeśli podejdziemy cichutko od tyłu, możemy rzucić się niespodziewanie do gardła i odbywając szybkie QTE przypuścić skrytobójczy atak. Kolega Alester potrafi używać wizji R’hllora by odkryć „tajemne” przejścia (i tak widoczne gołym okiem), jednak jak na kapłana taka zdolność wypada dość słabo w porównaniu do zwiadowcy Nocnej Straży.

najlepsze gry RPG

Game of Thrones RPG wykorzystuje najpopularniejszy obecnie silnik Unreal Engine 3, który został użyty choćby w Mass Effect 3 czy Batman: Arkham City. Nie liczcie jednak na oszałamiające doznania. Mimika postaci jest pozbawiona głębszych emocji co przy tylu dialogach jest dla mnie zaniedbaniem. Animacje podczas walki wyglądają okropnie i mało zróżnicowanie. Lokacje nie są bogate w szczegóły, a gdyby nie Mur równie dobrze ten świat mógłby być zwyczajnym światem fantasy. Najładniej oddano słynny dom publiczny w Królewskiej Przystani sprytnie celując w męskie gusta, a najgorzej wypada nijakie Riverspring i sama stolica. Oj poskąpiono kasy na level designerów i concept artystów. Do tego nie wybaczę Cyanide nigdy tak skandalicznie małej liczby miejsc, które udostępniono tu graczom. Ja już nie mówię by przeskakiwać od razu Wąskie Morze, gdy historia nie ma związku, ale choćby Winterfell… Ech, już nawet zadowoliłabym się samą okolicą Królewskiej Przystani gdyby była ona zrobiona należycie.

Muzyka w grze jest w ogóle nie odczuwalna. Dobrze, że chociaż dialogi są nagrane z uczuciem i brzmią autentycznie. Inna sprawa, że postacie poboczne są całkowicie oderwane od sagi i mało wyraziste. Wśród znanych twarzy zobaczycie tylko Cercei, Varysa i Mormonta. Mało, oj mało, jak na powieść obfitującą w ciekawych bohaterów.

Jeśli grasz w Grę o Tron wygrywasz lub umierasz – mówi motto gry. Ja po kilkunastu godzinach umierałam z nudów. Premiera gry została ustawiona mniej więcej na równi z zakończeniem drugiego sezonu serialu. Jestem pewna, że wielu stęsknionych fanów rzuciło się na sklepowe półki i kupiło Game of Thrones RPG 7 czerwca, nie bacząc na to, że żaden serwis nie odważył się jeszcze wystawić recenzji. Przykro mi, że jako pierwsza muszę skrytykować coś, na co sama bardzo czekałam, ale nie dajcie się zwieść pozorom. To nie jest dobry RPG. To bardzo liniowy, sztucznie przeciągany interactive movie z nużącymi dialogami i zmarnowanym potencjałem. Miejmy nadzieję, że jeszcze kiedyś, jakieś porządne studio zabierze się za Pieśni Lodu i Ognia, bo jak na razie branża gier video nie ma szczęścia do tego uniwersum.

Sprawdź najlepszy katalog gier!