recenzje gier mmo Recenzje gier PC

Guild Wars 2 – smoki, magia i wojny światów



Przejdź do katalogu gier!

Na czym polega fenomen tej produkcji? Czy gracze, którzy wcześniej nie grali w MMORPG mogą znaleźć tu coś dla siebie? Na te i wiele innych pytań odpowie Wam obszerna recenzja długo wyczekiwanego Guild Wars 2.

Kiedy otrzymałam propozycję przetestowania Guild Wars 2 miałam wielkie obawy, czy sobie poradzę. To gra, na którą czekano 7 lat, a ja miałam do niej obojętny stosunek. Mnie po prostu gry MMORPG nudzą i kojarzą się z jednym określeniem – „bylejakość”. W grach szukam odejścia od utartych schematów: czy to w kwestiach fabularnych, czy to w mechanice czy zwyczajnie w wyglądzie. A jakie są MMORPG każdy widzi. Tyle się ich namnożyło w ostatnich latach, a żaden nie przyniósł rewolucji. Bardzo chciałam się jednak przekonać, czy Guild Wars 2 to zmieni i co będzie w stanie zaoferować takim graczom jak ja: wymagającym, ceniącym swój czas i nie obeznanym z częścią pierwszą. Mój stosunek do gry zmieniał się proporcjonalnie do upływu czasu, jaki w niej spędziłam. Początkowo byłam naprawdę ciekawa. Otrzymałam piękną edycję recenzencką z bogatym artbookiem, który nastawił mnie pozytywnie – przynajmniej byłam pewna, że pod względem graficznym będę usatysfakcjonowana. Pierwsze godziny zapowiadały mi coś naprawdę wielkiego. Wsiąkłam w ten świat momentalnie, choć nie obyło się bez pewnych zgrzytów (ale o tym za moment). Im dłużej jednak biegałam po Tyrii, tym mój entuzjazm przygasał, by w efekcie zatrzymać się na fazie, w której siedzę z obojętną miną i wykonuję automatycznie pewne czynności, obserwując tylko jak rośnie pasek doświadczenia. Guild Wars 2 to gra dobra, nawet bardzo – jeśli chodzi o swój gatunek. Ale ja dzięki niej tylko utwierdziłam się w fakcie, że to bajka nie dla każdego, a już na pewno nie dla mnie.

mmorpg

Fabuła

W grach MMORPG to tylko tło dla siekania potworów. Zazwyczaj więcej o fabule dowiecie się z poradników do gry dołączanych na strony Internetowe, których i tak nikt nie czyta, niż z samej gry. Guild Wars 2 pod tym względem rzeczywiście się wyróżnia. Zaczyna się oczywiście od tworzenia postaci. Możliwości są szerokie: mamy do wyboru 5 ras, różniących się od siebie filozofią, wyglądem i historią. Ten wybór warunkuje w jakim miejscu świata rozpoczniemy rozgrywkę. Ciężko było mi się zdecydować, ponieważ każda (no może z wyjątkiem ludzi) wyglądała bardzo ciekawie. Nornowie to olbrzymy zamieszkujące wcześniej śnieżne obszary, stylistycznie podobni do Wikingów. Charry, to inaczej Popielce – istoty kotowate, drapieżne, cyniczne i wychowane w ogniu walki (to nad nimi zastanawiałam się najdłużej). Asury to małe skrzaty o wielkim potencjale intelektualnym, które inne rasy postrzegają jak siłe roboczą do swoich eksperymentów. I w końcu, po raz pierwszy w serii dodano także rasę Sylvari – drzewoludzi żyjących w zgodzie z naturą, delikatnych i pokojowych. To właśnie oni spodobali mi się najbardziej i zdecydowałam się ostatecznie grać ich przedstawicielką.

Możliwości kreacji postaci są olbrzymie

Nie mniej ciężko było mi wybrać profesję. Tych jest aż 8 i warunkują one praktycznie cały styl walki. Początkowo chciałam grać elementalistą, bo zawsze gram magami. Z czystej przekory jednak wybrałam Łowcę walczącego na dystans i wspomagającego się zwierzętami. Oprócz tych dwóch w/w w grze możecie jeszcze wcielić się w strażnika skupiającego się na defensywie, wojownika, który przyjmuje wszystko na klatę, inżyniera, który wspomaga się bronią palną, złodzieja atakującego z ukrycia i mogącego okradać przeciwników, mesmera stosujących w walce iluzję i nekromantę, który wysysa energię z innych istot żywych. To rzecz jasna bardzo pobieżne opisy, bo każda profesja cechuje daje mnóstwo unikalnych ataków, zaklęć czy umiejętności.

Jeśli chodzi o customizację wyglądu możecie przejrzeć poniższy gameplay. Jak dla mnie całkiem satysfakcjonujące możliwości. Zdecydowanie najbardziej zaskakującym fragmentem tworzenia bohatera jest kształtowanie jego osobowości, która ma duży wpływ na fabułę gry (w gameplayu widzicie jak inne wybory warunkują jej kształ). Każda rasa dostaje inny zestaw pytań. Przykładowo możecie zostać zapytani o to, gdzie Wasz avatar dorastał: w pałacu, slumsach czy miasteczku? Jak rozwiązujecie konflikty: urokiem osobistym, siłą czy honorem? Czego najbardziej żałujecie w życiu, co Wam się śniło, jakie bóstwo jest Waszym mentorem itp. Te odpowiedzi składają się na Waszą osobistą historię. Jako Sylvari rozpoczęłam historię w ich stolicy – Gaju. Zdziwiłam się jak spójna jest ta ścieżka fabularna z odpowiedziami, jakich udzielałam.

Ale to jeszcze nie wszystko. W trakcie gry, biorąc udział w misjach głównych często byłam proszona o wybór konkretnego rozwiązania. Czy napaść na bandytów z zaskoczenia, czy podstępnie wkraść się w ich szeregi i zdobyć to po co nam zabrali? Czy zaufać inżynierowi, który prowadzi nowe eksperymenty nad bronią, czy poprzeć stare, sprawdzone metody? Może nie są to super zaawansowane wybory moralne, ale z takim czymś w grach MMORPG się nie spotkałam i bardzo to doceniłam. Każda z ras w grze zmaga się z innymi problemami i choć ich wątki się w późniejszym czasie splatają, to by móc w 100% poznać całą fabułę trzeba by nie tylko raz wejść w skórę przedstawiciela każdej rasy, ale także za każdym razem inaczej ukształtować jego osobowość.

Ogólna fabuła gry odnosi się do niespodziewanego powrotu starożytnych smoków, które zaczynają znowu siać spustoszenie na wszystkich kontyntentach. By tym razem ich pokonać gracz będzie musiał zjednoczyć wszystkie rasy pod jednym sztandarem, co będzie trudne i wymagające poświęceń. Historia sztampowa, którą możnaby porównać do wielu innych gier, a zatem niespecjalnie mnie poruszająca. Ot fantasy pełną parą. Uniwersum jednak jest bardzo dopracowane – ma długą historię i Ci, którzy lubią się mocno angażować dostaną tu taką możliwość.

Cut scenki z głównego wątku fabularnego zawsze wyglądają tak samo 😉

A co z misjami pobocznymi? Na szczęście nie są tak durne jak możnaby przypuszczać. Szczerze mówiąc, są nawet bardzo fajne. Przede wszystkim każdy opowiada jakąś historię. A to asury przeprowadzają eksperymenty i potrzebują ochotnika. Wypijam ich magiczny nektar, by za chwilę …przemienić się w świnię, która przeszukuje ziemię w poszukiwaniu trufli. Albo pomagam im po prostu oczyścić teren jaskini z potworów skrytych pod ziemią. Innym razem opieprzam wieśniaków, którym się nie chce pracować na polu, podlewam okoliczne zbiory, karmię zwierzęta, lub wygrzebuje z zarośli podejrzane robale niszczące uprawy. Najlepsze jest to, że każdy quest można wykonać na kilka sposobów. Wygląda to naprawdę interesująco, gdy kilku graczy lata po polu i nawozi ziemię, albo korzysta z machin oblężniczych. Czasem wystarczy tylko z kimś pogadać (są nawet zagadki matematyczne) lub coś dostarczyć. Wiele RPGów się wykłada na powtarzalności – tutaj poziom różnorodności jest naprawdę wysoki i każdy znajdzie coś dla siebie. Mało tego – dzięki takiemu zabiegowi licznych interakcji świat wygląda jak żywy, a potwory są tylko jednym z wielu problemów dotykających przeciętnych mieszkańców Tyrii.

Mechanika

Początkowo interfejs gry stanowił dla mnie jeden wielki chaos. Niby jakiś tam tutorial był, ale tak pobieżny, że nawet nie zauważyłam kiedy się skończył. Większość możliwości trzeba odkryć na własną rękę. A Guild Wars 2 oferuje całkiem sporo.

Ja należę do graczy, którzy kochają eksplorację. Zaglądam pod każdy kamień, obchodzę dookoła jeziora, wspinam się najwyżej jak mogę – po prostu zachowuję się jak turysta podziwiający widoki. Bardzo ucieszyłam się, że za to jestem nagradzana w grze. Każdy odkryty punkt na mapie czy teleport daje kilkadziesiąt punktów doświadczenia. Ot tak, po prostu za to, że chciało Ci się tam dotrzeć.

Eksploracja stanowi w GW2 czystą przyjemność

Ci, którzy lubią się wspinać i nie drażnią ich elementy zręcznościowe również znajdą tu trochę frajdy. Gdzie nie gdzie, zwłaszcza na punktach terenu położonych wyżej znajdują się mapy powiewające w powietrzu – gdy uda nam się ich dosięgnąć obejrzymy w nagrodę krótki filmik ukazujący daną okolicę i zgarniemy ekstra punkty.

Walka to element, którego się obawiałam. Lubię czuć, że walczę. Przyciskam w danym tempie przycisk i moja postać reguje tak jak tego chcę. Walka w MMORPG wygląda zawsze tak samo. Zaznaczamy potwora, wybieramy na klawiaturze 1-9, obserwujemy, który atak załaduje się wcześniej i patrzymy. Bałam się, że tutaj będzie podobnie, że nuda dosięgnie mnie po kilku minutach. Jest dużo lepiej niż przypuszczałam, ale cóż, nie da się ukryć, że po kilkudziesięciu godzinach wszystko wykonuje się i tak schematycznie. Po pierwsze, wcale nie musimy zaznaczać wroga. System wyłapuje automatycznie najbliższego. Po drugie, możemy stosować uniki (co prawda tylko do tyłu, ale zawsze), które dodają dynamizmu. Po trzecie możemy walczyć na dystans w biegu i jest to naprawdę fajne uczucie. Ale poza tym, cóż, to normalny hack&slash. Nawet nie trzeba specjalnie rozmyślać nad taktyką.

W świecie Guild Wars 2 istnieje level scaling. Wchodząc do obszaru, który jest zajmowany przez potwory o niskim poziomie, nasz level się obniża, by szanse były wyrównane. W ten sposób osoby o wysokich poziomach mogą pomagać znajomym, którzy dopiero zaczynają zabawę i samemu się przy tym nie nudzić. Dzięki temu nigdy nie jest za łatwo i mi się to rozwiązanie podoba. Mówiono mi wcześniej, że w Guild Wars nie ma zjawiska pogoni za levelem. Że nie o to tutaj chodzi. Że to kwestia fabuły, że gra nam nie narzuca ostrego tempa, że nas nikt nie goni. Ale tak nie jest do końca. Gdybym skupiła się na samej fabule w pewnym momencie nie dałabym rady przejść dalej, bo mój poziom byłby za niski, by zmierzyć się z większymi przeciwnikami. To samo tyczy się eksploracji. Wchodzisz na teren dla graczy 70+ i za parę sekund nie żyjesz. Jakby nie patrzeć to właśnie o to tutaj chodzi. By wymaksować swoją postać i zostać świetnym wojownikiem. Jednak faktycznie, dzięki temu, że każda nasza czynność jest nagradzana doświadczeniem, to nie odczuwa się takiego przymusu, nie ma zjawiska grindowania. Wszystko wchodzi naturalnie. Jednym się to udaje szybciej (chcesz stać w miejscu i tłuc moby – proszę bardzo), innym wolniej, ale jakoś leci.

gry mmo

Twój poziom warunkuje też możliwość wejścia do danego lochu (1 co około 10 poziomów zaczynając od 30-tego). Są to obszary, w których należy zebrać grupkę osób (max 5). Gdy pierwszy raz wchodzimy do instancji mamy odblokowany tylko tryb fabularny, w którym to poznajemy bliżej historię członków gildii Ostrza Przeznaczenia – przedstawicieli wszystkich ras, których będziemy musieli zjednoczyć. Lochy są wypełnione potworami większymi i mniejszymi, jednak wcale nie trzeba do nich wchodzić, by uczynić postęp w fabule gry. To dodatki, które mają sprawić przyjemność tym, którzy potrzebują większych wrażeń. Po ukończeniu trybu fabularnego, odblokowuje się tryb eksploracji, który jest dużo trudniejszy. Na początku instancji drużyna wybiera jeden z trzech sposobów przejścia lochu, a gra dopasowuje zdarzenia pod ich decyzje, co sprawia, że dany loch może za każdym razem nieco inaczej wyglądać. Choć instancje trwają długo i są pracochłonne to nagrody- ekskluzywne zbroje i bronie – są warte poświęconego czasu.

Nawet gdy opadniesz z sił, masz jeszcze szansę

A co w przypadku, gdy komuś powinie się noga na polu walki? Tu Guild Wars 2 również zaskakuje bo daje graczowi niejako drugą szansę. Gdy opadniemy z sił, nasza postać może np. porazić piorunem wroga, sypnąć mu piaskiem w oczy czy uzdrawiać się pomalutku. Jeśli w tym czasie inny gracz lub nasz zwierzak odciągnie potwora mamy możliwość podniesienia się i kontynuowania rozgrywki. Jeśli nie, mamy kolejny wybór – możemy albo czekać łaskawie, aż inny gracz nas zreanimuje (jesteśmy wtedy widoczni na mapce) albo po prostu przenieść się do wybranego teleportu nie tracąc przy tym doświadczenia. Teleporty są ustawione na tyle blisko siebie, że śmierć nie jest w ogóle czymś frustrującym.

Nowością w Guild Wars 2 są lokacje podwodne, których jest całkiem sporo i nierzadko swoją wielkością wzbudziły moje uznanie. Na dnach jezior stoją całe wioski, a nawet pałace! Pod wodą wcale nie jest bezpiecznie, a nawet powiedziałabym, że jest jeszcze trudniej. Oto bowiem nie tylko musimy rozglądać się na boki, ale także pod stopy i nad głowę! W najbardziej płytkich warstawch spotkamy lokalne zwierzęta, kraby, żaby, czy neutralne rybki. Im bliżej dna jednak tym więcej niebezpieczeństw. Pewnie zastanawiacie się jak moja łuczniczka strzelała z łuku pod wodą. Otóż, nie strzelała. Wskakując do wody automatycznie zmieniany jest ekwipunek na bardziej morski 😉 Mamy do dyspozycji harpuny, włócznie i trójzęby. Pływać możemy bez ograniczeń. W przypadku śmierci dodatkową możliwością ratunku jest okazja wypłynięcia na powierzchnię – wtedy nasza postać odzyskuje ¼ zdrowia.

Lokacje podwodne też tętnią życiem

Kolejną rzeczą, która mi się spodobała (choć początkowo też nie mogłam się w tym połapać) są dynamiczne wydarzenia, tzw. world eventy. Wyobraźcie sobie, że spacerujecie leśną drogą i nagle napotykacie się na wóz handlowy. Jego eskorta prosi Cię o pomoc w dotarciu w dane miejsce. Za chwilę dołączają się kolejni przypadkowi spacerowicze i już dreptacie sobie razem czujnie rozglądając się na boki. Za kilkanaście sekund rozpoczyna się walka, w której wszystko błyska, latają fireballe, strzały, ktoś rzuca pułapkę, ktoś przywołuje wielkiego niedźwiedzia… Sytuacja powtarza się co parę minut, a gdy kończy się sukcesem każdy gracz biorący udział otrzymuje punkty doświadczenia,karmy i pieniądze w zależności od czynnego udziału. Jest kilka rodzajów takich eventów. Oprócz eskorty możemy jeszcze spotkać się z koniecznością zebrania jakichś przedmiotów (np. uciekających zwierzaków z labolatorium), pokonania potężnego bossa, utrzymaniem terenu czy zniszczeniem bazy wroga. Wydarzenia te są także skalowalne – jeśli uczestniczy w nich większa ilość graczy, atakuje nas więcej wrogów itp.

To co wyróżnia je od tradycyjnych questów to fakt, że mają wpływ na otoczenie. Wydarzenia dynamiczne łączą się w łańcuchy skutkowe. Na gameplayu możecie zobaczyć, że sukcesywne zniszczenie dział oblężniczych w forcie piratów skutuje wywołaniem kolejnego wydarzenia, w którym trzeba pokonać potężnego bossa. Niestety choć wydarzenia mają nazwę dynamicznych, to ich wadą jest to, że pojawiają się ciągle w tych samych miejscach co pewien odstęp czasu.

Oprócz walki i eksploracji kolejnym elementem, na którym możemy się w grze skupić jest crafting, czyli zbieractwo surowców i ich przetwarzanie w odpowiednie narzędzia. Choć zbierać możemy wszystko: minerały, drewno, skóry zwierząt czy owoce i warzywa to większości rzeczy i tak nie wykorzystamy. Na początku gry deklarujemy się jakie dwa zawody pragniemy wykonywać. Możemy zostać krawcem i wytwarzać lekkie zbroje, kucharzem, który przygotowuje jedzenie, artefaktorem wytwarzającym magiczne narzędzia, jubilerem, zbrojmistrzem czy płatnerzem. Początkowo posiadamy tylko kilka przepisów, które poszerzamy w trakcie postępów. W craftingu obowiązują osobne poziomy, które wcale nie łatwo się zdobywa. Często do wytworzenia prostego narzędzia brakuje nam surowców. Wtedy najlepiej kupić je na targu, a nieprzydatne rzeczy sprzedać. Choć niekoniecznie jest to dobra strategia. W craftingu wymyślono bowiem samodzielne tworzenie przepisów – wystarczy popróbować czy nasze przedmioty jakoś nie łączą się ze sobą i możemy otrzymać przez przypadek całkiem interesującą recepturę. A co jeśli w połowie gry znudzi nam się bycie jubilerem? Nie ma problemu. W każdym momencie można zmienić profesję, a następnie wrócić do poprzedniej bez utraty poziomów. Uszczupli to tylko nasz portfel. Jedyne co mi w craftingu przeszkadzało to fakt, że by wytwarzać przedmioty trzeba znajdować się w określonych miejscach na mapie, zazwyczaj w stolicach miast.

recenzje gier mmo

Samotność w sieci?

To moje całkiem subiektywne odczucie i być może jest błędne. W Guild Wars 2 grałam dość długo jednak muszę przyznać, że aspekt społecznościowy mnie tutaj bardzo rozczarował. Niby gra w to masa ludzi, niby na czacie ciągle ktoś spamuje, by dołączyć do jego gildii, by pójść na instancję itp. ale czułam się w tym świecie bardzo samotnie. Nikt nie rozmawiał, rzadko kto rzucił „thx”, gdy się go podniosło, nawet przez 10 minut biegając obok siebie i wykonując tego samego questa nikt nie zapraszał do party. Czułam się, jakbym nie grała z innymi ludźmi tylko z NPC. Podczas zdarzeń dynamicznych to samo, każdy walczy, podnosi łup i leci dalej. Na moje uśmiechy nikt nie reagował. Moje pytanie o strategię przy pierwszym PvP w jakim wzięłam udział rozpłynęło się w powietrzu głucho i każdy pobiegł w swoją stronę. Może miałam pecha i trafiałam wciąż na aspołecznych graczy, ale naprawdę odechciało mi się jakichkolwiek PvP czy nawet WvWvW. Przejmowanie flag mnie nigdy nie interesowało w żadnych multiplayerach, a tutaj skupiono się wyłącznie na tym aspekcie i choć zwłaszcza Wojny Serwerów rozgrywają się na olbrzymich mapach, to są chyba kierowane głównie dla dobrze znających się drużyn. Ja miałam poczucie, że nic tu ode mnie nie zależy, a jak planować strategię, gdy nikt się nie odzywa… Już z dwojga złego chyba lepszy PvP, gdzie dołącza się do 8- osobowej drużyny na mniejszej mapie, której przeciwstawia się inny 8-osobowy zespoł. Każdy gracz ma od razu 80 poziom, więc walka jest wyrównana. Chodzi o to by jak najszybciej przejąć jak najwięcej obiektów. Za zdobyte punkty chwały można zakupić przedmioty specjalne – tutaj bowiem nie korzysta się z arsenału, który mamy w PvE, ale z broni uniwersalnych. Oprócz tego zdobywa się także tytuły, które pokazują nasz stopień zaawansowania.

Walki grupowe to jeden wielki chaos

Kiedyś grałam w Fiestę (takie japońskie MMORPG), która wcale nie była żadną rewelacyjną grą, miała nudne questy i średnią grafikę. Ale miała w sobie coś, czego Guild Wars 2 mi nie dało – społeczność graczy. Tam wchodząc obojętnie o której porze dnia i nocy, zawsze czekał jakiś znajomy z gildii, który chętnie pomagał, nawet w głupim zbieraniu „kwiatków”. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, a gra była tylko tłem. Były momenty pełne śmiechu i wzruszeń. I choć każdy z nas mieszkał w innym zakątku Polski tak mocno się polubiliśmy, że zaczęliśmy się spotykać „na zewnątrz”. I ta przyjaźń trwa do dzisiaj, choć od dobrych kilku lat, nikt do tej gry nie zagląda. Sądziłam, że właśnie na tym polega fenomen gier MMORPG. Na poczuciu przynależności do grupy, wzajemnej pomocy, na kontaktach. Tutaj tego nie odczułam.

Ale z drugiej strony może to i dobrze, bo Guild Wars 2 ma do zaoferowania bardzo mocno rozwinięty wątek fabularny, który spodoba się fanom RPG preferującym tryb single player, a także tryby PvP, które cieszą się popularnością, a zatem – dla większości graczy muszą stanowić frajdę.

Audio & Wideo

I znów wracam do samych zachwytów. Światem wizualnym jestem oczarowana. Zaskoczył mnie poziom szczegółów i dopieszczone style architektoniczne w miastach. Gdy pierwszy raz zobaczyłam Lion’s Arch aż usta mi się same rozchyliły. Każdy zakątek Tyrii jest unikalny i charakterystyczny. Góry, z których roziągają się przepiękne widoki. Jeziora, które skrywają różne tajemnice. Jaskinie pełne górników i starych ruin. Jasne, przy zbliżeniach widać rozpikselizowane kwiatki, ale w grach z otwartym światem to nieuniknione. Jest kolorowo, stylowo i baśniowo. Tak jak właśnie powinno być w grze fantasy. Oprócz potworków, miło, że w terenie hasają także inne zwierzątka neutralne: kolorowe ptaki Moa, czy białe króliczki. Nawet zaobserwowałam, że drapieżniki nie stoją smętnie na polu,ale gdy tylko zauważą słabszą istotę, to przypuszczają atak, co daje złudzenie żywego środowiska. To co może mnie zmusić do dalszej gry to wyłącznie eksploracja tego ciekawego świata, chęć zobaczenia innych, przepięknych krajobrazów.

Jako grafik mocno doceniłam też concept arty, którymi ozdobione są ekrany ładowania między lokacjami. Po prostu pierwsza klasa. Całkiem dobrze prezentują się też cut scenki dialogowe – choć są one statyczne, to jest to i tak lepszy pomysł od czytania samego tekstu w ramce questu. Wszelkie animacje są ukazywane na concept artach, tak więc żadnych prerenderowanych scenek tutaj nie znajdziecie.

recenzje gier mmo

Ekrany ładowania to prawdziwe dzieła sztuki

Trzeba też przyznać, że nie zaobserwowałam wielkich bugów, które w grach z otwartym światem występują masowo. Raz, czy dwa mój zwierzak się gdzieś zaklinował, ale to nie był problem, bo mogłam go wyłączyć i aktywować ponownie. Momentami podczas walki potwór znikał na moment, choć dalej słychać było odgłosy walki. Nigdy nie zostałam wyrzucona z serwera, moja postać się nigdy nie zawiesiła w dziwnym miejscu. Jedynie podczas questów z wielkimi bossami widziałam jak mój komputer walczy 😉 Ale obiektywnie patrząc, super wielkich wymagań sprzętowych ta gra nie posiada, a na powyższe nieliczne momenty można przymknąć oko.

Drugą perełką jest muzyka. Odpowiada za nią Jeremy Soul, którego nazwisko nie powinno być Wam obce (m.inn.The Elder Scrolls, Dungeon Siege, Icewind Dale). Olbrzymia różnorodność utworów, z których większość budzi bardzo pozytywne emocje. W każdej lokacji słyszymy inny akompaniament. Mi najbardziej przypadły do gustu melancholijne utwory z Shiverpeak Mountains. Spacer po śniegu, wśród wąwozów, przy dźwiękach skrzypiec – świetne przeżycie. Z pewnością soundtrackowi GW2 poświęcę osobny artykuł.

Bezkonkurencyjność

Na tą chwilę Guild Wars 2 możecie kupić za około 150 zł. To cena, która jest śmiesznie niska, w porównaniu z tym, co oferuje gra, która praktycznie, nigdy się nie kończy. Przejście linii fabularnej każdą rasą zajmie Wam mnóstwo czasu. A przecież później nadal można grać, korzystać z PvP. I czekać na dodatki, które z pewnością się pojawią. Ważne jest także to, że gra nie wymaga żadnej subskrypcji. Płacicie raz i macie z głowy. I taki WoW wypada na tym tle bardzo słabo… Oczywiście z samej sprzedaży pudełek ArenaNet nie wyżyje, więc wprowadzono także mikropłatności, jednak nie są one w żaden sposób nachalne, a przedmioty, które za nie kupicie nazwałabym gadżetami, które nie przesądzają o wyższości nad innymi graczami.

Dla graczy MMORPG to pozycja, której nie da się ominąć. Fabuła, z licznymi rozgałęzieniami, olbrzymi i piękny świat, dynamiczne wydarzenia, system, który nagradza gracza za każdą czynność, elementy zręcznościowe – tak wiele przemawia na korzyść, za naprawdę niewielkie pieniądze. Również inni gracze, którzy nie mieli do czynienia z tym gatunkiem mogą spróbować swoich sił, bez obaw, że sobie nie poradzą. Przed zakupem powinniście się po prostu zastanowić, czy chcecie poświęcić każdy wolny czas jednej grze, w której w nieskończoność wykonuje się te same czynności. Ja preferuję krótsze produkcje, z wyraźnym zakończeniem, z emocjami, które pozwolą mi się zastanowić nad różnymi kwestiami. Przyznaję, że szybko się nudzę, jeśli coś mnie nie porusza do głębi. Gram w wiele gier równocześnie, również z uwagi na swoją pracę,a wchodząc do Guild Wars 2 znikałam na bardzo długo i czułam się tym strasznie zmęczona, zwłaszcza już przy końcu. Nie mniej jednak nie było tak źle jak sobie to wyobrażałam, wiele rzeczy mnie zaskoczyło i może wrócę do Tyrii za jakiś czas, gdy minie jesienna ofensywa gorących tytułów.

  Sprawdź najlepszy katalog gier!