shooter Recenzje gier PC

Hydrophobia: Prophecy – recenzja ambitnego shootera



Przejdź do katalogu gier!

Co nowego można jeszcze wymyślić w shooterach? Okazuje się, że całkiem sporo – udowadnia to właśnie Hydrophobia. Lęk przed wodą? Cóż to za tytuł? Nasza recenzja wyjaśni Wam wszystko!

Skakanie, wspinanie, pływanie, kucanie, strzelanie… do tego bezmiar wody jakiej jeszcze w grach nie było. Ah… byłbym zapomniał o najważniejszym – ogromnym, tonącym statku gdzie toczy się cała akcja. Kojarzy się Wam to z czymś? Niestety muszę rozczarować, bo omawiany tytuł to nie interaktywna wersja Titanica, tylko debiutancka gra studia Dark Energy. Czy oferuje ona jednak coś naprawdę odkrywczego?

gry fps strzelanki

Akcja Hydrophobirozgrywa się w niedalekiej przyszłości, na wielkim statku o dumnej nazwie „Królowa Świata”. W wyniku niekontrolowanego przyrostu liczby ludności, populacja naszej planety niemalże osiąga barierę imponujących 10 miliardów osobników. To jednak nie wszystko – przeludnienie doprowadziło do zapowiadanego od dawna ocieplenia klimatu. Woda z roztopionych lodowców zalewa coraz to nowe tereny a świat ogarnia niespotykana nigdy wcześniej na taką skalę bieda i głód. W panującej rzeczywistości wyłaniają się dwie ideologie. Pierwsza – Maltuzjanów pragnących znacząco zmniejszyć ludzką populację, w jak łatwo się domyślić najprostszy, czyli niehumanitarny sposób. Z kolei druga frakcja – Kornukopianów (dość dziwaczna nazwa swoją drogą) chce za pomocą rozwoju nanotechnologii wyżywić ludzkość na całej Ziemi. Konfrontacja stronnictw staje się nieunikniona… Muszę przyznać, że wykreowana przez twórców wizja przyszłości, choć może nie jest największym ewenementem wśród gier, naprawdę potrafi zaciekawić.

Główną bohaterką jest młoda Kate Wilson, która piastuje na wspomnianym już na początku statku, stanowisko inżyniera systemów bezpieczeństwa. W praktyce szybko staje się jednak tak naprawdę nieważne na czym konkretnie polega jej zawód, ponieważ zaraz po wejściu do pierwszej windy następuje efektowne „bum” i ta zaczyna gwałtownie spadać w dół przez . jakieś kilka(naście?) pięter, a po zatrzymaniu – o dziwo – Kate wychodzi z całej katastrofy bez najmniejszego szwanku. Przyznam, że nigdy nie spadałem windą, ale… 😉 W każdym bądź razie, tego typu nieporozumień z realizmem jest więcej, np. w późniejszym etapie bohaterka próbuje otworzyć pancerne drzwi palcami! Ja rozumiem dramatyzm sytuacji, mimo to jakieś granice rozsądku chyba istnieją. Wracając jednak do windy – gdy wyjdziemy z roztrzaskanego szybu pojawia się tytułowa magia gry, a mianowicie… woda.

Dlaczego zwykła ciecz w Hydrophobi jest tak istotna? Krótko mówiąc chociażby dlatego, że została ona wykonana naprawdę świetnie. Woda zalewająca nasze otoczenie i bohaterkę dosłownie ścieka po ekranie. Szczególnie podobały mi się też fragmenty, podczas których otwieramy drzwi, za którymi znajduje jest zatopione pomieszczenie – aż miło patrzeć na wlewające się fale. Również pływanie zostało wykonane bardzo dobrze. To jednak nie wszystko, bo tak naprawdę najistotniejsza jest specjalna Moc manipulowania tą ciecza, którą Kate otrzymuje niestety dopiero w końcowym etapie gry. Pozwala ona wywoływać ogromną, niczym tsunami, falę i w dodatku dowolnie nią manewrować dosłownie zmywając wrogów! Jedyne czego tak naprawdę brakuje mi tutaj do ideału, to fakt, że tak naprawdę nie czujemy tego, że cały statek tonie. Owszem jesteśmy ciągle zalewani, słyszymy zgrzyty, pękają kolejne ściany a woda wdziera się do coraz to nowych pomieszczeń, ale cała „Królowa Świata”, jako taka zostaje nienaruszona.

gry strzelanki

Jedną z ciekawszych rzeczy wyróżniających Hydrophobię na tle innych tego typu gier jest urządzenie nazwane przez twórców „Mavi”. Z wyglądu przypomina ono trochę skrzyżowanie PSP z noktowizorem, a za jego pomocą można czytać ukryte na ścianach szyfry, przechwytywać obraz z kamer czy otwierać odległe drzwi. Niestety jego obsługa nie jest do końca rzetelnie wyjaśniona, przez co kilkakrotnie utknąłem na dość długi czas w trakcie zabawy. Momentami trzeba naprawdę logicznie pomyśleć, aby zorientować się, że zamiast szukać ukrytych przejść należy skorzystać właśnie z Mavi. Swoją drogą, gdyby o aktualnej sytuacji nie informował nas ciągle jakiś znajomy Kate z centrali, mówiący nam co musimy dalej zrobić i gdzie się udać, to z pewnością do końca gry bym nie dotarł… Inna rzecz, że owe utknięcia znacząco wydłużyły mi czas rozrywki, który delikatnie mówiąc jest dość krótki – jedynie jakieś 4-6h zabawy.

Sama rozrywka sprowadza się do rozwiązywania łamigłówek za pomocą Mavi i manipulowania wodą, eksplorowania kolejnych pomieszczeń oraz, nieodłącznej w grach akcji – walki. Hydrophobia ma strukturę niemalże całkiem liniową, jedynie raz zdarzyła mi się sytuacja, gdy losy potoczyły się inaczej – nie zdążyłem uratować drugiej osoby na czas, więc ta się sama uwolniła. Strzelanie, choć może nie zostało wykonane idealnie (sztuczna inteligencja wrogów jest dość słaba, a poza tym bohaterka porusza się trochę topornie) jest o tyle ciekawe, że zamiast nosić dziesiątki broni Kate posiada jeden pistolet i parę rodzajów amunicji, m.in. dźwiękową, elektryczną czy żelową. Dzięki temu walki z przeciwnikami są dość zróżnicowane, szczególnie w dalszych etapach gry. Osobiście grałem na najwyższym poziomie trudności i o ile na początku strzelaniny nie sprawiały mi większego kłopotu, o tyle finałowy pojedynek zajął mi jakąś godzinkę (nie pytajcie ile razy zginąłem…). Ogólnie muszę przyznać, że rozrywka jest przyjemnie wymagająca dzięki czemu gra nie odrzucała mnie swoją banalnością.

Oprawa graficzna Hydrophobi, szczególnie na początku, dość mocno przypomina swoim style… Mirror’s Edge! Tekstury są wyraźne i jaskrawe, lecz zarazem sztuczne, tak jak we wspomnianej produkcji. Zdecydowanie najlepiej wyszło twórcom odwzorowanie tak wychwalanej przeze mnie wody, która – co tu kryć – powtórzę jeszcze raz – jest świetna. Szkoda tylko, że o ogniu nie można powiedzieć tyle dobrego – często płonie on pomimo zalania przez hektolitry H2O… Ogólnie wizualnie gra prezentuje się solidnie. Gorzej z animacjami postaci, którym do realizmu niestety już trochę brakuje. Jeżeli chodzi zaś o interakcje z otoczeniem, to standardowo – znaczy się: szału nie ma, ale można wybijać niektóre szyby czy przesuwać krzesła i inne małe obiekty.

shooter

Ciekawym urozmaiceniem rozrywki w Hydrophobi jest dobrze zrealizowana minigra  polegająca na hakowaniu systemów komputerowych. Dodatkowo tytuł ten posiada wbudowany system osiągnięć, dzięki któremu zabicie każdego wroga, wysadzenie beczki, czy odnalezienie ukrytego przedmiotu jest odpowiednio punktowane. Po ukończeniu wątku głównego, w ramach nagrody, zostaje odblokowany jeszcze specjalny „pokój wyzwań”, gdzie możemy bawić się w trybie polegającym na odpieraniu kolejnych fal przeciwników. Niestety twórcy nie zrobili specjalnego rankingu pozwalającego porównywać swoje wyniki z innymi Graczami, przez co rozrywka w nim dość szybko nuży.

Jeżeli chodzi o polską wersję, to jest ona kinowa (polskie napisy). Pozytywnie zdziwiło mnie, że zostały przetłumaczone również niektóre napisy na ścianach. W sumie jedyna luka w spolszczeniu pojawiła się podczas wspomnianej „nieliniowej” misji – nagle głosy i napisy przełączyły się na język rosyjski… Ogólnie rzecz biorąc, nasza rodzima wersja została wykonana dobrze. Aha, muszę jeszcze wspomnieć o pewnym aspekcie – w jednym fragmencie zdarzyło mi się usłyszeć parę przekleństw przed którymi PEGI nie ostrzegły mnie na okładce. Ot, taka przestroga dla osób o wrażliwych uszach 😉

Reasumując, Hydrophobia jest grą dobrą, ale jednak nie klasy AAA. Ciekawy, wciągający (choć nie porywający) temat, świetna woda, wymagające zagadki i ogólnie dość solidne wykonanie, to główne atuty tej produkcji. Szkoda, że gra jest tak krótka, bo gdyby twórcy pokusiliby się o więcej… W każdym razie interaktywny „Titanic” (czy „Titanic 2: orkiestra gra dalej” :D) to nie jest, niemniej jako niezłą, a zarazem debiutancką grę akcji klasy BBB Hydrophobię polecam!

Sprawdź najlepszy katalog gier!