gry przygodowe 2d Recenzje gier PC

Kapitan Morgane i Legenda Złotego Żólwia – piracka gra przygodowa



Przejdź do katalogu gier!

Jak przedstawia się na tle innych gier przygodowych pierwsza w historii Cenegi gra wydana tylko w dystrybycji cyfrowej? Czy jest to hit na miarę Małpiej Wyspy? Czy piracka historia to zawsze przepis na sukces? Oto nasza recenzja gry Kapitan Morgane i Legenda Złotego Żółwia.

Gry przygodowe to jeden z gatunków, po które zawsze chętnie sięgam. Cenię w nich dobry humor, staranną grafikę, niespodziewane zwroty akcji i konieczność wysilenia szarych komórek podczas często abstrakcyjnego łączenia przedmiotów. Kapitan Morgane i Legenda Złotego Żółwia to pierwsza w historii Cenegi gra, która zostła wydana w naszym kraju wyłącznie za pośrednictwem dystrybucji cyfrowej (Muve Digital). Choć kupowanie cyfrowych wersji gier jest w naszym kraju coraz bardziej popularne to jednak wielu graczy wciąż preferuje wersje pudełkową. Chcąc rozpowszechnić wirtualną formę zakupu Cenega zdecydowała się na odważny krok, co sugerowało mi, iż opisywana tutaj gra, będzie jeśli nie hitem, to co najmniej dobrą zabawą godną polecenia. Tymczasem najwyraźniej źle zrozumiałam intencje wydawcy…

ciekawe gry przygodowe

Kapitan Morgane i Legenda Złotego Żółwia to niezwiązana bezpośrednio kontynuacja gry przygodowej z 2008r. znanej w Polsce jako Blondynka w Opałach. Odwiedzamy niejako te same lokacje, spotykamy te same postacie, tylko główna bohaterka jak i cały scenariusz jest rzecz jasna odrębny. O ile tamta produkcja miała charakter lekki i za sprawą stereotypowej bohaterki i jej „abstrakcyjnego” myślenia prześmieszny, tak tutaj jest poważniej, można by rzec – obyczajowo.

Fabuła gry jest podzielona na 10 rozdziałów, z czego pierwszy, będący niejako formą samouczka, jest koszmarnie przynudnawy, monotonny i nieciekawy. Na szczęście dalej wszystko powolutku się rozkręca.

Morgane to 17-letnia córka słynnego pirata Castillo. Oczywiście pirata „dobrego”, który nie pali, nie gwałci, nie morduje i nie plądruje okolicznych wysepek, a raczej trudni się handlem i wykonywaniem pomniejszych zleceń. Dziewczyna od maleńkich lat marzy by stać się kapitanem statku i przeżywać niesamowite przygody. Jest przy tym buńczuczna, sprytna i zaradna, przez co trudno jej nie polubić. W dzień swoich urodzin dziewczyna oprócz eleganckiej szabli staje się oficjalnym zastępcą swojego ojca, który niechętnie schodzi na ląd od czasu śmierci żony. Szybko udaje jej się nawiązać kontakt z bogatym podróżnikiem, który oferuje jej garniec złota w zamian za pomoc w poszukiwaniach legendarnego Złotego Żółwia. Ruszają śladami Tannera – gubernatora jednej z wysp i zarazem odkrywcy, który przed śmiercią ponoć zdołał rozwikłać tajemnicze położenie owego skarbu.

gry przygodowe

Scenariusz gry jest napisany bardzo spójnie i logicznie, choć przyznam się, że spodziewałam się bardziej intrygujących przygód. Poszukiwanie skarbu jako główna oś zabawy w grze o piratach to dla mnie trochę mało – wolę bardziej mroczne i dramatyczne historie. O wiele lepiej natomiast przedstawiają się tutaj inne wątki fabularne m.inn. podążanie śladami dawno zaginionego wuja Eduardo (jedyny twist, nad którym się uśmiechnęłam) i pomoc ojcu w wyjściu z depresji. Niestety sam scenariusz nie wystarczy by grało się przyjemnie. Wiele elementów mnie odpychało od tej produkcji i tylko dzięki uporowi recenzenta udało mi się ją skończyć. Nie mniej jednak każdy z nas kieruje się w swojej ocenie innymi priorytetami i może się okazać, że to, co mnie denerwowało, Was kompletnie nie poruszy, dlatego zachęcam do bliższego przyjrzenia się moim spostrzeżeniom.

Lubię złożone charaktery, o wielopłaszczyznowej osobowości. Takie, które mnie zaintrygują, spowodują awersję czy wręcz przeciwnie – uwielbienie. W Kapitan Morgane i Legendzie Złotego Żółwia spotkacie się z bardzo papierowymi, niekiedy wręcz mdłymi bohaterami. Nawet Morgane i jej riposty nie spełniły moich oczekiwań. Nie zrozumcie mnie źle – każdy z napotkanych bohaterów ma nakreślony odmienny charakter – jest więc i głupi wieśniak i wierna przyjaciółka, staruszka, która uwielbia plotkować czy asystentka, która mdleje przy każdej okazji. Tylko, że ich „przeżyć” czy historii wysłuchuje się z obojętną miną mówiącą „tak, tak, takich NPC jak ty to ja widziałam już setki”. Paradoksalnie jedyną postacią, która wywołała we mnie żywszą reakcje jest głupiutka blondyneczka z poprzedniej częśći gry

Druga sprawa to rysunkowe wizerunki bohaterów. Wszystkie kobiety są tu piękne, o nienagannych figurach, jakgdyby stworzone w oparciu o jeden model. A mężczyźni, nawet Ci w podeszłym wieku wyglądają na 20-latków. Dobrze chociaż, że dubbing wypada tutaj w miarę przekonująco – zwłaszcza karaibski akcent Morgane.

Jednego nie sposób odmówić tej grze – ma przepiękne, ręcznie rysowane tła, która cieszą oczy kolorystyką i szczegółowością. Samych lokacji nie ma bardzo dużo, ale typowo pirackie miejscówki się znalazły. Mamy więc wnętrze statku, klimatyczną gospodę, cmentarzysko, wioskę voodoo czy plażę z jaskinią. Od pewnego momentu świat gry jest otwarty i możemy swobodnie podróżować pomiędzy pięcioma wyspami. Muzyka natomiast jest monotonna i podczas 10 godzin gry przewija się stanowczo za mała liczba utworów. Z drugiej strony ich usypiający charakter dobrze oddaje leniwy klimat gry, w której „akcji” raczej nie uświadczycie.

Nie mogę natomiast przemilczeć karygodnej animacji postaci, która irytowała mnie w tej grze chyba najmocniej bo wpływała na całą mechanikę rozgrywki. Pominę fakt, że trójwymiarowe modele postaci są w przeciwieństwie do tła, szaro-bure i pozbawione detali. Najważniejszym grzechem są przydługie i niepotrzebne animacje ruchu, które nie sa kompletnie zsynchronizowane z dźwiękiem. Morgane przed rozmową z kimkolwiek najpierw macha ręką tuż przed twarzą postaci. Potem następuje pauza. Potem załącza się dialog „Hej ktoś tam/ Hej Morgane”. Następnie wybieramy opcję dialogową. Oczekujemy w irytacji aż odpali się kolejne milcząca animacja, by usłyszeć w końcu co dana postać ma do powiedzenia.

gry przygodowe 2d

Kapitan Morgane i Legenda Złotego Żółwia to typowy przedstawiciel point’n’click. Kursorem najeżdżamy na dany przedmiot by go obejrzeć lub wywołać interakcję. W inwentarzu możemy też łączyć przedmioty i to odbywa się to w 80% w sposób całkowicie logiczny. Wadą jest natomiast samo chodzenie postaci, na której tempo nie mamy wpływu. Docelowo bieganie powinno tutaj odbywać się za pomocą dwukrotnego kliknięcia myszą, jednak w praktyce raz taka akcja działa, a raz nie. Tak samo podczas przeklikiwania dialogów. Raz możemy je pominąć, a raz musimy czekać aż wszystko przeładuje się automatycznie. To niepotrzebnie przedłuża grę i jak dla mnie jest kompletnym nieporozumieniem.

Oprócz odbywania rozmów i interakcji na przedmiotach możecie lub nie (da się je pominąć bez konsekwencji) zagrać w kilka mini-gier, które swoim wykonaniem znacznie ustępują amatorskim, flashowym produkcjom. Moim zdaniem, jeśli się ich nie umie dobrze tworzyć, nie powinno się za nie w ogóle brać. Przykład jednej z takich mini-gier znajdziecie w moim gameplayu.

Jest jeszcze kwestia humoru, który mi osobiście tutaj nie podpasował. Może najmłodszych graczy rozbawią niektóre sytuacje, ale mnie taki rodzaj dowcipu kojarzy się z wenezuelskimi telenowelami czyt. „kompletnie nie śmieszy”. Nie mniej to jednak kwestia gustu, a o tych się nie dyskutuje. W każdym razie gra nie jest ani dramatyczna, ani patetyczna czy stricte komediowa – najbliżej jej chyba do obyczajówki.

Poziom trudności jest nierówny. Są momenty, gdy wystarczy dobrze kojarzyć fakty i kierować się logicznym ciągiem zdarzeń,a  są i takie, gdzie klika się bezsensownie na wszystkim, by tylko popchnąć akcje dalej. Jedyną formą podpowiedzi w grze jest możliwość odkrycia wszystkich aktywnych przedmiotów w danej lokacji. Trzeba też dodać, że gra jest całkowicie spolszczona tekstowo więc z powodzeniem mogą w nią zagrać również osoby nie znające języka angielskiego.

  Sprawdź najlepszy katalog gier!