ciekawe gry przygodowe Recenzje gier PC

LEGO Batman 2: DC Super Heroes – recenzja gry (PS3)



Przejdź do katalogu gier!

Uniwersum klocków LEGO poszerzyło się niedawno o Gotham City i troszkę Metropolis. Jak sprawdzają się nowe patenty umieszczone w kolejnej grze Traveller’s Tales, dla kogo jest ta gra dedykowana i ile radości sprawi graczom nieobeznanym z serią?  Oto nasza recenzja gry  LEGO Batman 2: DC Super Heroes, z której dowiesz się wszystkiego.

Nigdy nie byłam fanką superbohaterów, zwłaszcza tych amerykańskich. Nie byłam w stanie zrozumieć męskiej fascynacji abstrakcyjnie przepakowanymi typkami w obcisłych, kolorowych kombinezonach, którzy zawsze z radością na twarzy i przy akompaniamencie pompatycznej muzyki rzucają się na pomoc mieszkańcom miast. Ich historie wydwawały mi się zawsze identyczne i mało interesujące. Ich urok osobisty, a także moce nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Z całego szeregu herosów lubiłam tylko jednego – Batmana, bo był w jakiś sposób inny. Mroczny, małomówny, dumny i pozbawionych tych wszystkich durnych mocy z kosmosu. Do tego uwielbiałam jego przeciwnika stanowiącego odbicie Bruce’a w krzywym zwierciadle – czarnohumorzastego, wiecznie uśmiechniętego 😉 i odjechanego do granic możliwości Jokera. Kiedy do moich rąk trafił LEGO Batman 2: DC Super Heroes byłam do niego nastawiona różnorako. Z jednej strony nigdy nie grałam gry z serii LEGO (w dzieciństwie zresztą byłam słynnym dekonstruktorem zabawek, aniżeli budowniczym) i nie bardzo rozumiałam ich fenomen, ale z drugiej, skoro głównym bohaterem był mój Mroczny Rycerz to miałam cień nadzieji, że grę odbiorę pozytywnie.

gry lego

Początkowo przyznaję, że całkiem źle do tego podeszłam. Usiadłam przed konsolą „na poważnie”, jak do normalnej gry akcji, z zamiarem wyłapania wszystkich pozytywnych i negatywnych cech. Pierwszy poziom mnie wręcz zniechęcił do dalszej gry. Był jakiś taki nijaki – ciasna, zamknięta lokacja w teatrze, łatwe zagadki i pełno klocków, o których nawet nie wiedziałam czy jest sens zbierać. Z westchnieniem „łobożewcojamuszegrać” odłożyłam pada i pewnie gdybym dalej grała samodzielnie, to nie doceniłabym tak bardzo frajdy z rozrywki. Na szczęście mój chłopak wyraził zainteresowanie kooperacją, gdy tylko zauważył Supermana – jego idola z dzieciństwa. Już po kilku minutach klepnęłam się w czoło – kurcze, przecież to gra kooperacyjna! To jest właśnie ten tajemniczy składnik, który stanowi siłę gier z serii LEGO. Nie ma to jak wrzeszczeć na siebie przytulając się na kanapie i kłócić się o to, kto teraz polata Supermanem, lub podbierać sobie klocki sprzed nosa. LEGO Batman 2: DC Super heroes to bardzo lekka rozrywka, która szczerze mi się spodobała i zachęciła do wypróbowania kolejnych odsłon tej serii. Nie jest to jednak produkt pozbawiony wad, dlatego by odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto go zakupić, musimy dokładnie prześwietlić wszystkie jego aspekty.

Chociaż nie grałam w inne gry z serii LEGO dotarły do mnie słuchy, że fabuła jest w tej serii traktowana zawsze po macoszemu. W Batmanie 2 też nie jest ona bardzo istotna, ot powiedziałabym, że stanowi raczej przerywnik między lokacjami. Gra zaczyna się na uroczystości rozdania nagród człowieka roku. Kandydatami są „playboy i filantrop” Bruce Wayne (czyli nasz Batman) oraz „łysol z Metropolis” czyli Lex Luthor (jeden z największych przeciwników Supermana). Gdy Bruce odbiera zasłużoną nagrodę na scenę niespodziewanie wkracza Joker ze swoją bandą i psuje całą uroczystość. Dość szybko jednak udaje nam się go złapać i wsadzić do paki. Lex, który dostrzega w Jokerze potencjalnego partnera do swoich szemranych interesów pomaga mu w ucieczce ze słynnego Arkham Asylum i razem łączą swoje siły by zniszczyć Batmana oraz zdobyć władzę nad mieszkańcami Gotham City. Korzystając z ogólnego zamętu z więzienia uciekają również pozostali przeciwnicy dobra i sprawiedliwości tacy jak m.inn. Trujący Bluszcz, Pingwin, Dwie Twarze i Człowiek-Zagadka. W trakcie kampanii fabularnej nasza podróż koncentruje się na złapaniu Jokera i Lexa, jednak co jakiś czas jest przerywana walkami z pomniejszymi bossami.

Fani Batmana nie będą tutaj prawdopodobnie niczym zaskoczeni. O ile pierwsza połowa gry jeszcze jako tako obfituje w różne zwroty akcji, tak druga część wlecze się i rozciąga niesamowicie mimo, że wtedy to do naszej dyspozycji zostaje oddanaw również Liga Sprawiedliwych. Niestety są oni tutaj wciśnięci jakby na siłę i pełnią bardziej rolę tła. Brakuje im wyrazistości – są jak żywe kostiumy, które pełnią istotną rolę w samej mechanice zabawy, a nie jak pełnoprawne postacie.

Gra podzielona jest na 15 epizodów. Niemal po każdym z nich, obserwujemy zabawne komentarze w TV, które nawiązują do naszych poczynań. Dla grających w inne odsłony serii LEGO zaskoczeniem może okazać się angielski dubbing postaci, które wcześniej mruczały coś w tylko sobie znanym języku. Nie umiem Wam powiedzieć, czy jest lepiej czy gorzej. Niby klocki gadać nie powinny, ale z drugiej strony stwarza to lepsze możliwości do konstruowania żartów słownych.

gry przygodowe dla dzieci

Głosy aktorów brzmią fajnie i przekonywująco. Oczywiście są w oryginalnym języku angielskim. Cenega spolonizowała grę tylko tekstowo, więc młodsi gracze nie powinni mieć problemu ze zrozumieniem, aczkolwiek muszę przyznać, że niekiedy miałam wrażenie, że zamiast profesjonalnego tłumacza użyto Google Translate. Niektórych żartów nie można tłumaczyć dosłownie, bo wychodzi z tego kiepski suchar. Nie mniej jednak jeśli przymknąć oko na te drobne zgrzyty, pod względem humoru jest poprawnie. Są żarty typowo slapstickowe i kilka bardziej ambitnych, jednak mnie najbardziej bawiły sytuacyjne,w których następuje konfrontacja między ponurym Batmanem zgrzytającym zębami na widok Supermana, Robinem, który najchętniej przytuliłby się do tego drugiego, a samym Supermanem, który najczęściej wybawia tą parę z opresji, z śnieżnobiałym, naiwnym uśmiechem na ustach. Doskonale wyśmiano tutaj ich charakterystyczne cechy.

Zabawa w LEGO Batman 2: DC Super Heroes nie odbiega niczym od tej z poprzednich części. Przemierzamy kolejne lokacje rozwiązując na każdym kroku proste zagadki logiczne, wykorzystując moce naszych bohaterów. Śmiało można powiedzieć, że ich trudność nie wzrasta z postępem gry, a utrzymuje się na jednolitym poziomie. Jedyne co się zmienia, to liczba dostępnych kostiumów, które pomagają nam w pokonywaniu przeszkód. Kostiumy możemy zmieniać tylko w określonych miejscach – najczęściej platformę do tego przeznaczoną musimy najpierw sami wybudować z odpowiednich klocków. System ten choć nie do końca logiczny sprawdza się doskonale w rozgrywce jednak ma pewną wadę – a jest nią liniowość. Każdą zagadkę możemy rozwiązać tylko na jeden sposób. Wszelkie przebłyski kreatywności nie są w tej grze mile widziane, a szkoda, bo twórcy mogli się pokusić o bardziej ambitne rozwiązania.

Batman i Robin mają bowiem całkiem szerokie spektrum zdolności. Mroczny Rycerz może przykładowo podkładać bomby w specjalnie zbrojonym kostiumie, widzieć przez ściany, sterować elektrycznością czy widzieć przez ściany, natomiast Robin potrafi zbierać i używać płynów, nurkować, wykorzystywać magnetyczne obiekty lub przeobrazić się w zwinnego akrobatę. Oczywiście nie wszystko na raz, jednak nie bójcie się – poza jedną lokacją nie ma dużo biegania i zmieniania wdzianek. Zazwyczaj platformy pojawiają się w odpowiednich miejscach. Gdy do zabawy później dołącza Superman rozgrywka staje się jeszcze bardziej dynamiczna. Człowiek ze Stali potrafi latać, zamrażać oddechem i niszczyć obiekty laserowym wzrokiem. Bohaterowie z Ligi Sprawiedliwych również zostali obdarzeni unikalnymi właściwościami, jednak w trybie fabularnym za dużo się nimi nie pobawimy. Warto jednak do po skończonej rozgrywce wrócić do zabawy w trybie gry swobodnej, w której to możemy dowolnie zamieniać bohaterów, by zdobyć wcześniej niedostępne dla pozostałych klocki. Przykładowo grając Lexem Luthorem zyskamy Dekonstruktor czarnych klocków, a Jokerem otworzymy pewne pudełka z bonusami. Zaraz, zaraz, jak to? To można tutaj grać „złymi bohaterami”? Można moi mili, jednak to spodoba się raczej tylko kolekcjonerom. Cała gra swobodna jest dedykowna głównie dla nich.

Nowością w LEGO Batman 2: DC Super Heroes oprócz gadających ludzików jest także możliwość eksploracji całego miasta. W przerwach między kolejnymi misjami możemy zwiedzać obszerne miasto Gotham z tak słynnymi lokacjami jak Arkham Asylum, Wayne Tower czy Batjaskinia. Nie o doznania wizualne jednak w tym wszystkim chodzi, a o możliwość walk z dodatkowymi bossami – w każdej z miejscówek przebywa jeden z antybohaterów (np. Harley Quinn w Lunaparku czy Pingwin w Zoo), których możemy później wykupić za określoną liczbe gotówki i przyłączyć do drużyny. Rzecz jasna wszędzie możemy zbierać klocki, które odpowiadają nie tylko samej walucie. Przykładowo za złote „rarytasowe” klocuszki odblokujemy specjalne miejsca lub bohaterów (np. Alfreda), a za inne budujemy unikalne pojazdy, którymi łatwiej się przemieszczać (np. helikopter Robina, kolorowy Batmobil, Batłódź). Po przejściu samej kampanii dla pojedynczego gracza i trzymaniu się tylko osi fabularnej wskaźnik naszego postępu ledwo zahaczy o 20% całości. Reszta to po prostu raj dla kolekcjonerów tudzież łowców achievementów.

Mi formuła sandboxu nie do końca przypadła do gustu. I nie chodzi tu o samą jej konwencję, wszak zawsze fajnie pobiegać/polatać i sprawdzić wizję twórców. Najbardziej raziło mnie same sterowanie pojazdami oraz latanie bohaterami. Choć na ulicach miasta Gotham rzadko trafimy na jakikolwiek ruch uliczny to jednak często wypadałam z trasy, kierując się wskazaniami kompasu. W trybie kooperacji nawet odkładałam na bok pada, bo przez dzielony ekran jeszcze gorzej mi się prowadziło. Latanie natomiast jest przedziwne – nie kieruje się bowiem samym bohaterem, a jedynie wyznacza mu kierunek za pomocą celowniczka. To sprawia, że nigdy nie wylądujemy tam gdzie chcemy, a zbierając umieszczone w powietrzu klocki często kręcimy się w kółko nie mogąc prawidłowo wymierzyć.

Obawiałam się trochę, że surowy klimat klocków LEGO będzie dla mnie odrzucający. Nic bardziej mylnego – grafika jest bowiem połączeniem elementów realistycznych i tych zbudowanych z klocków. Dzięki temu nie tylko wizualnie jest całkiem znośnie, ale przede wszystkim pomaga to w rozróżnieniu obiektów – wszystko co „klockowe” możemy bowiem rozwalić. Jak przystało na opowieść o Batmanie, większość lokacji jest mroczna i mało kolorowa. Całości dopełniają efekty świetlne i zjawiska atmosferyczne (lot Supermanem nad wodą, w stronę zachodzącego słońca to murowane ciary na plecach).

Oprawa dźwiękowa sprawuje się nawet lepiej od wizualnej. Dubbingiem zajęli się profesjonaliści m.inn. Claudia Black (Dragon Age:Origins), John Dimaggio (Futurama, Adventure Time) i Kevin Michael Richardson (ThunderCats, American Dad). Do tego w głównych momentach gry, a także podczas zmiany kombinezonów towarzyszą nam motywy znane z filmów. Szkoda, że Cenega nie pokusiła się o pełen dubbing, z uwagi na to, że bądź co bądź gra kierowana jest głównie dla młodszych graczy, którzy mogą nie nadążyć z czytaniem tekstu. Może pełnego spolszczenia doczekamy się w następnej odsłonie serii poświęconej Władcy Pierścieni? Któż to wie.

ciekawe gry przygodowe

Choć w ogólnym rozrachunku grę oceniam pozytywnie to jednak, jak mówiłam wcześniej nie jest ona pozbawiona kilku wad. Wielu graczy może narzekać na mało ambitne zagadki. Tutaj jedyną trudnością, jaką się napotyka na swojej drodze jest fakt, że z uwagi na dzielenie ekranu w trybie kooperacji, można łatwo przeoczyć elementy potrzebne do zebrania. Poziomy nie są specjalnie urozmaicone. Na szczęście gra broni się dzięki kilku przerywnikom, w którym to sterując jakimś pojazdem ostrzeliwujemy wroga.

Zastrzeżenie mam też do walki ze standardowymi przeciwnikami, pomagierami Jokera – tych wystarczy położyć dwoma wciśnięciami tego samego przycisku. To jest po pewnym czasie dość monotonne, aczkolwiek rozumiem, że bez „przeszkadzających drani” gra też straciłaby swój urok.

Kompletnie chybionym pomysłem jest też sposób zapisywania gry. Możemy dokonać go tylko w rzadko rozmieszczonych punktach, ale nie to jest najgorsze – po ponownym uruchomieniu gry znajdujemy się nie tam, gdzie ostatnio, lecz w Batjaskini… Stamtąd musimy znów dojechać do danej lokalizacji i wtedy dopiero gra wczytuje nas tam, gdzie powinna. Czemu ma to służyć? Nie mam najmniejszego pojęcia.

Dynamicznie dzielony ekran podczas kooperacji choć typowy dla serii LEGO, powodował u mnie rozdrażnienie w niektórych momentach i wprowadzał niepotrzebny chaos. Zdecydowanie jestem zwolenniczką standardowego split screenu, ale to rzecz gustu i nie brałam tego pod uwagę w końcowej ocenie.

Dość wkurzająca była też sztuczna inteligencja drugiego bohatera w trybie dla pojedynczego gracza. Były momenty, gdy postać blokowała się między obiektami, lub nie potrafiła przejść po prostym mostku. System nie rozpoznawał też wroga od przyjaciela, przez co podczas walki Batmanem często obrywało się Robinowi tylko dlatego, że śmiał stanąć obok. Drobiazg, ale jednak potrafi momentami zirytować.

Myślę, że studio Traveller’s Tales poradziło sobie na tyle dobrze z kolejną częścią przygód Batmana, by zachęcić do niej nie tylko fanów serii LEGO, ale także nowych graczy. W którejkolwiek z tych grup się znajdujesz pamiętaj jednak, że nie jest to wielka rewolucja, a po prostu przyjemna zabawa na kilka letnich wieczorów. Mocną stroną jest tryb kooperacji – znak rozpoznawczy serii, otwarty świat zachęcający do zwiedzania i dubbing postaci, a także lekki humor. Dla kolekcjonerów i fanów uniwersum DC to pozycja niezbędna – pozostali gracze nic nie stracą, jeśli wstrzymają się z jej zakupem do większych obniżek

Sprawdź najlepszy katalog gier!