gry przygodowe 2d Recenzje gier PC

McPixel – oldschoolowa przygodówka



Przejdź do katalogu gier!

Grając dziś w McPixel’a, którym wszyscy się zachwycają, który został pierwszą polską grą wybraną na Steam Greenlight, z której wręcz wypadałoby być dumną dotarło do mnie, że mam poczucie humoru nie mieszczące się w ramach produkcji Sosa Sosowskiego. Poczułam się skonfundowana do granic możliwości. Dlaczego? Na to pytanie postara się odpowiedzieć niniejsza recenzja.

gry przygodowe 2d

Nastawiłam się dziś na ostre naciągnięcie mięśni policzkowych wynikających z obcowania z grą McPixel. Bo ludziska w sieci gadają, że jest „niesamowicie zabawna”, że „trzeba zmieniać majty”, i w ogóle, że gagi są przednie. Nie mam nic przeciwko czarnemu humorowi, absurdowi rodem z klasycznych skeczy Monthy Pythona. Lubię prześmiewcze przygodówki, już zwłaszcza te stare, gdzie pikseloza razi już dziś po oczach. Ale McPixela nie mogłam strawić. Może już jestem za stara, może spodziewałam się innej klasy żartów, a może zwyczajnie nie wpasowuję się w ten specyficzny humor, który mogłabym porównać do podstawówkowych, chłopięcych upodobań do jak najgłośniejszego i najdłuższego beknięcia. W każdym razie nie uśmiałam się ani razu, może najwyżej lekko uniosłam kącik ust razem z lewą brwią. Ale to subiektywne odczucia. Jeśli kogoś śmieszą żarty pokroju wyrzucania dziadka z windy, odrywania komuś głowy czy sikania na twarz kosmicie – zapewniam, że poczuje się tutaj jak w domu.

A teraz konkretniej. McPixel moim zdaniem trochę błędnie jest nazywany grą przygodową. Tu nie ma historii. Nie ma ciągłości fabularnej. Ot, jest rudowłosy super bohater, którego celem jest pozbycie się bomby w danej lokacji. Nasza interakcja sprowadzona jest do szybkiego (na zastanowienie się mamy tylko 20 sekund) wyboru osoby lub przedmiotu wywołującego jakąś reakcje. Jaką dokładnie nigdy nie wiemy, ot liczymy zazwyczaj na łut szczęścia. Jedne interakcje są natychmiastowe, inne skutkują podniesieniem danego przedmiotu, którego można użyć na czymś innym. Wyborów nie ma za wiele, są to zazwyczaj 3-4 opcje do wyboru. Z logiką nie mają one zazwyczaj nic wspólnego. Przykład? Lecimy samolotem. Obok nas jest bomba. Pierwszy odruch to otworzenie drzwi by wyrzucić ją za pokład. Wrong! Prawidłowym rozwiązaniem jest podniesienie młotka i kliknięcie na węża, który ową bombę zjada. A po co najpierw ten młotek? Bo w przeciwnym razie wąż wsunie ją sobie tylko do połowy – jakoś mu ją trzeba popchnąć.

gry przygodowe 2d

Jeśli wybierzemy źle i nastąpi eksplozja gra automatycznie przerzuca nas na następną planszę (w sumie jest ich sto podzielonych na kilka rozdziałów i podrozdziałów).  Jeśli w danym podrozdziale składającym się z 6 lokacji nastąpi poprawne zwieńczenie akcji, wtedy system pomija już daną planszę. Póki nie zaliczymy wszystkich nie odblokujemy następnego rozdziału. Mechanika prosta i zrozumiała. Gorzej mają się poziomy bonusowe odblokowywane za trafienie pod rząd trzech właściwych interakcji – kompletnie ich nie zrozumiałam, ale może taka była intencja twórcy? Czy rozgrywka jest zatem wciągająca? To już zależy znów od Was. Ja po kilkunastu minutach odczułam znużenie i jakoś nie wyobrażam sobie, by po ukończeniu gry do niej wracać. Chyba, że dla darmowych DLC, które SoS Sosowski wydawać ma okazjonalnie. Oprócz trybu historii, w którym żadnej historii nie ma jest jeszcze tryb zabawy ciągłej, czyli wrzucenie do jednego wora wszystkich poziomów i zaliczanie ich jeden za drugim. Fakt faktem, że gra jest szybka. Taka na godzinkę, max dwie jeśli wytrzymacie polifonicznie rzężenie z głośników i zatniecie się na jakichś zagadkach. To zarówno wada jak i zaleta, zależy z której strony spojrzycie. Dla mnie zaleta, bo nie musiałam długo się z nią męczyć 😛 Dla fanów i tych, którzy wybulili 20 zł to niezbyt wesoła wiadomość.

gry przygodowe

To, czym Sosowski zyskał w moich oczach to napewno nieskrępowana niczym wyobraźnia. McPixel uczestniczy w przeróżnych sytuacjach i eksploruje różne miejsca: raz są to zakamarki kosmosu, raz kabina statku kapitana Nemo, innym razem tropikalne wyspy, szczyty wieżowców, antarktyczne lodowce czy prozaiczne wnętrza środków komunikacji. Mc Pixel nie boi się zejść do Piekła, zajrzeć wielorybowi do gardła i wy…(ekhm)żyć się na krowie. Na swej drodze spotka wiele znanych osobistości: Batmana, Flinstonów, Creeperów z Minecrafta, Smurfy,a nawet Goku transfomującego się w Super Sayanina transformującego się dalej w Czarodziejkę z Księżyca. Te lokacje właśnie obfitujące w popkulturowe postacie były moim zdaniem najprzyjemniejsze w oglądaniu.

ciekawe gry przygodowe

Sama oprawa wizualna jest bardzo fajna, o ile ktoś gustuje w pixel artcie (i to takim bardzo, bardzo pierwotnym). Co prawda na pełnym ekranie trochę razi jaskrawość i wielkość elementów, ale w opcjach można też zmienić filtr graficzny, który lekko pomaga. Naprawdę ciężko jest stworzyć obiekty, które jednoznacznie będą kojarzyć się odbiorcy mając do dyspozycji kilka barw i pikseli. Tak samo ciężko stworzyć głupowate gagi czy animacje. A Sosowski wszystko zrobił samodzielnie więc tym bardziej jego pracę doceniam i szanuję. Gdyby jednak spuścił z ceny przynajmniej o połowę, krzywda by mu się nie stała.

Komu zatem polecić można McPixel’a? Fanom oldschoolowych przygodówek? Z pewnością. Wielbicielom nieszablonowych gier indie? Jak najbardziej. Miłośnikom niewybrednego humoru? A i owszem. McPixel to po prostu proste, czasem mocno prostackie danie, które ze względu na swoją formę nie może stać się daniem głównym, ale słodko-ostro-kwaśnym deserem, który choć zasmakuje nielicznym, to jednak wielu pozostawi w dziwnym, abstarkcyjnym stanie, który najlepiej zilustrowałby słynny, memowy kociak „Co ja pacze, co ja gram”.

Sprawdź najlepszy katalog gier!