hidden object Recenzje gier PC

Nightmares from the Deep: The Cursed Heart – gra hidden object



Przejdź do katalogu gier!

Czy gry z gatunku hidden object mogą zainteresować kogoś więcej niż graczy okazjonalnych? Na to pytanie odpowie nasza recenzja Nightmares from the Deep: The Cursed Heart od polskiego studia Artifex Mundi.

Skóra mi cierpnie na dźwięk słowa „hidden object”. Nigdy takie gry mnie nie pociągały z uwagi na brak jakichkolwiek walorów poza estetycznymi. Dla mnie to poziom zabawy równy z rozwiązywaniem wykreślanek. Moja mama natomiast uwielbia wszelakie odmiany puzzli, Mahjongów i innych gier logicznych, więc gdy dostałam do ręki najnowszą produkcję Artifex Mundi pomyślałam, że przetestuję ją najpierw na mojej rodzicielce.

Jej pierwszą reakcją było „nie odchodź bo nie wiem czy sobie poradzę.” Siedziałam więc najpierw koło niej i cierpliwie pokazywałam do czego służy interfejs gry. Moja mama to taki typ użytkownika komputera, który potrafi wykonać tylko ultra proste, wyuczone wcześniej czynności, a gubi się gdy musi sama pomyśleć np. w jaki sposób zamknąć reklamę w przeglądarce 😉 W każdym razie w „Nightmares from the Deep” odnalazła się dość szybko. Po 15 minutach stałam się jej zbędna i zaczęłam wręcz przeszkadzać sugerując jej co powinna dalej zrobić. Zanim opowiem Wam szczegółowo o grze chcę się podzielić moim śmiesznym odkryciem.

gra ukryte obiekty

Artifex Mundi robi gry dla casuali – w domyśle dla kogoś takiego jak moja mama. Kobieta po 50-tce, lubiąca proste zagadki i czytelniczka thrillerów, a także romansideł – wpasowała się moim zdaniem idealnie w target.  Siedząc obok niej i obserwując jej zachowanie wyciągnęłam następujący wniosek. Moja mama olewała całą fabułę: przeklikiwała sceny animowane, nie czytała wpisów w znalezionych dziennikach i wydawała się wręcz rozdrażniona, gdy tylko pojawiał się dłuższy tekst. Gdy zapytałam dlaczego ją to nie interesuje powiedziała „No bo ja chcę grać!”. Mówię jej, że przecież właśnie gra, że tu jest ciekawa historia, że potem nie będzie wiedziała o co chodzi. Nie dała się przekonać. Dla niej największą zabawą było szukanie obiektów tudzież gry logiczne, których nie rozwiązywała po to by popchnąć dalej fabułę, tylko po prostu, by „pograć” ;). Rozumiecie co chcę powiedzieć? Że elementy, które dopieszczają twórcy by dogodzić casualom, tylko ich rozdrażniają. Oczywiście mówię to z przymrużeniem oka, gdyż tacy gracze wcale nie muszą podzielać poglądów mojej mamy – i zapewne nie podzielają gdyż ktoś w końcu kupuje gry Artifex Mundi. A można przecież w Hidden Objecty pograć za darmo w Internecie, prawda?

gry logiczne

Otóż nie do końca. Sama się o tym przekonałam podczas niecałych 6 godzin rozgrywki w „Nightmares from the Deep”.  Godzin, które –uwaga, uwaga! – wcale nie uważam za stracone. To mówię ja – hardcorowy gracz. Przede wszystkim zaskoczyła mnie warstwa fabularna, która choć z thrillerem ma według mnie mało co wspólnego, to jednak bardzo dobrze wciągnęła mnie w świat piratów.

Bohaterką jest tutaj właścicielka muzeum, które właśnie przygotowuje się do wystawy o jednym z najsłynniejszych piratów XVIIIw. Henry Remington zginął 300 lat temu w tajemniczych okolicznościach i dopiero teraz udało się wyłowić jego zwłoki. Gdy ciało kapitana wraz z wyłowionymi rzeczami zostaje przewiezione do muzeum zaczyna się właściwa zabawa. W wyniku naszej nieroztropnej ingerencji duch Remingtona uprowadza naszą córkę i porywa ją na statek Widmo, w tylko sobie znanym celu. Próbując odzyskać dziecko krok po kroku dowiadujemy się o wydarzeniach, jakie miały miejsce przed 300 laty. I choć wszystko jest mocno przewidywalne, zwłaszcza jeśli zna się legendę o Davy Jones’ie (a któż jej nie zna po „Piratach z Karaibów”), to jakoś nie umniejsza to satysfakcji z parcia na przód. Brakowało mi tutaj tylko dialogów między postaciami. W większości były to krótkie monologi, zbyt oczywiste by zaliczyć je na plus.

Przyjemnie mnie zaskoczyło to, że większa część rozgrywki nie polega na sekwencjach z Hidden Object, ale na tym na czym opiera się większość przygodówek – szukaniu pojedynczych przedmiotów i używanie ich w odpowiednich miejscach. Level Designer może być z siebie dumny – akcja gry płynnie się toczy i nie ma momentów, w których trzeba zastanawiać się co zrobić dalej. Od początku do końca wszystko układa się w logiczną całość . Chcąc wyłowić rybę musisz skonstruować wędkę. By zebrać robaki trzeba pokopać w ziemi. Najpierw jednak trzeba też znaleźć kilof. Dostępu do niego blokuje olbrzymi krab, którego trzeba czymś zająć itp. Itd. Dzięki takim zabiegom gra się zwyczajnie nie nudzi.

hidden object

Jak to często w przygodówkach bywa również i tutaj zdarzają się momenty, w których zastosowanie przedmiotów przeczy normalnemu rozumowaniu, nawet jeśli w grze pojawiają się zjawiska paranormalne. Przykładowo niesamowicie rozbawił mnie fragment, w którym musiałam stworzyć eliksir regeneracyjny, by odtworzyć pewien przedmiot, trzymany w dłoni przez szkielet. Ręka szkieletu pięknie się odtworzyła, pojawił się trzymany przedmiot (wcześniej niewidoczny), a gdy go zabrałam, ręka znów uległa transformacji i stała się zwykłymi kośćmi, przy czym przedmiot pozostał nienaruszony.

Podczas gry co jakiś czas spotykamy różne zadania logiczne np.: zabawę z przełącznikami i elektrycznością, układanie puzzli, dopasowywanie elementów konstrukcyjnych czy przejście labirytnu. Ich poziom trudności nie jest wysoki, jednak dla niecierpliwych przygotowano też przycisk, którym można pominąć zagadkę. Szkoda, że nawet w trybie eksperta nie zrezygnowano z systemu podpowiedzi, gdyż używanie go po prostu strasznie kusi ;).

Jeśli chodzi o same sekwencje typu hidden object to również nie można za wiele narzekać. Mimo tego, że często nawet trzykrotnie wracamy się do tej samej lokacji by wyszukiwać z listy przedmioty, to jednak nie jest to bardzo nużące. Ich różnorodność jest wysoka, a na niektórych z nich trzeba dokonać jeszcze jakiejś interakcji. Przykładowo jeśli mamy do wyszukania „ obrane jabłko”, to trzeba najpierw poszukać obiektu, którym pozbędziemy się skórki na owocu. Jeśli ktoś tak jak ja, nie przepada za takimi mini-grami Artifex Mundi stworzyło alternatywną zabawę jaką jest Mahjong. Możemy się płynnie między tymi trybami przełączać- ściągnięcie z planszy kilku par klocków skutkuje wykreśleniem z listy danego przedmiotu.

hidden object

Największą zaletą całej gry jest ręcznie rysowana grafika – jestem nią naprawdę zachwycona. Lokacje są super szczegółowe i każda z nich: czy to krypta cmentarna czy zatęchły magazyn na statku widmo są po prostu przepiękne! Nawet miejsca, do których zajrzymy raz czy dwa, są wykonane profesjonalnie i cieszą oko. Jak widzicie na załączonych screenach wszystko jest bardzo kolorowe, ale nie wygląda tandetnie. Wprost przeciwnie – fajnie pasuje do klimatu magii, duchów i barwnego, pirackiego życia. Dużo gorzej wypadają niestety cut-scenki – animacja postaci jest sztywna i pikseloza odstraszająca – jest ich jednak na tyle mało, że da się to przeboleć.

Nightmares from the Deep: The Cursed Heart jest pierwszą grą z elementami Hidden Object , przy której dobrze się bawiłam.  Idealna pozycja nie tylko dla graczy okazjonalnych, ale również dla wielbicieli klimatycznych przygodówek. Piękne scenerie, wątek melodramatyczny, różnorodne zagadki logiczne i niska cena (30zł) powinny przekonać każdego. Już niedługo dzień mamy – myślę, że tą pozycją sprawicie swoim rodzicielkom bardzo dobry prezent.  Artifex Mundi traktowałam do tej pory z dystansem, jako polskie studio, które robi gry dla niewymagającego odbiorcy. Dzięki Koszmarowi z Głębin widzę w nich profesjonalistów i pasjonatów, którzy mają w sobie większy potencjał- mam nadzieję, że jeszcze nie raz mnie pozytywnie zaskoczą.

Sprawdź najlepszy katalog gier!