recenzja gry alicja w krainie czarów Recenzje gier PC

Recenzja gry Alice: Madness Returns



Przejdź do katalogu gier!

Wydana w 2000 roku, American McGee’s Alice, była jedną z ciekawszych i bardziej odważnych interpretacji książkowej „Alicji w Krainie Czarów”. Gra oddawała bowiem chyba najlepiej czym jest ta powieść i sama była naprawdę zwariowaną, psychodeliczną opowieścią rodem z koszmarów sennych. Całość dosłownie ociekała klimatem i szybko została uznana za niemal kultowe dzieło. Dzisiaj mamy przyjemność recenzować część drugą Alicji czyli – Alice: Madness Returns. Czy tytuł ten dorósł do legendy swojej poprzedniczki?

Pisząc o nowej Alicji nie wiadomo w zasadzie od czego zacząć. Fabuła jest tutaj bowiem tak pogmatwana, że jeżeli nie graliście w jedynkę, albo – co gorsze – nie czytaliście oryginału, to możecie mieć spore problemy z załapaniem o co w tym wszystkim chodzi. Zadania nie ułatwia również fakt, że cała historia jest utrzymana w bardzo specyficznym stylu i większość rzeczy nie układa się tutaj w jedną, logiczną całość. W spaczonym, złowrogim świecie szaleństw Alicji może się bowiem wydarzyć wszystko i wszystko jest możliwe. Cały ten pokręcony świat jest zresztą jednocześnie największą zaletą jak i wadą tego tytułu – jednym się to na pewno spodoba zaś drugim gra wyda się za bardzo dziwaczna i w zasadzie bezsensowna. Alice: Madness Returns należy bowiem tak naprawdę „smakować”, uważać na wszystkie pojawiające się tutaj niuanse, wyczuwać liczne nawiązania do świata i kultury… Jeżeli bowiem potratujemy ten tytuł tylko jako prostą i „zwariowaną” zręcznościówkę, to się po prostu mocno rozczarujemy, oj mocno.

Sama historia zaczyna się w kilka lat po wydarzeniach z American McGee’s Alice. Alicja przebywa obecnie w sierocińcu prowadzonym przez doktora Bumby’ego, który próbuje wyleczyć ją  (powiedzmy od razu, że w nieco dziwny sposób) z schizofrenii katatonicznej w jaką wpadła nasza bohaterka po tragicznych wydarzeniach z jedynki, kiedy to w pożarze domu zginęli jej rodzice. Teraz w każdej stresowanej sytuacji, zdenerwowana Alicja ponownie zamyka się w sobie i ucieka w wyobraźnie i świat znajdujący się po drugiej stronie lustra, gdzie wszystkie jej lęki nabierają w dosłowności „ciała”. A może ten świat istnieje naprawdę? Takich może jest tutaj zresztą naprawdę wiele.

recenzja gry alicja w krainie czarów

Świat ten jednak nie przypomina wcale kolorowej bajki, którą tak dobrze pamiętamy – w Krainie Czarów pojawiła się bowiem nowa złowroga siła siejącą wszędzie chaos i zepsucie. Alicja musi zmierzyć się ponownie z własnymi koszmarami i po raz kolejny uratować swój zaczarowany świat. Pomiędzy wizytami w krainie po drugiej stronie lustra mamy okazję też przespacerować się przez wiktoriański Londyn a wydarzenia jakie przeżyjemy w tej rzeczywistości odbijają się później w tym co widzi Alicja już po drugiej stronie. Przemierzając stworzone przez twórców poziomy często zadajemy sobie wręcz pytanie – „co oni do diabla brali przy wymyśleniu tej gry?”. Świat i design poziomów w Alice: Madness Returns to bowiem  prawdziwa „jazda bez trzymanki”. W czasie zabawy zwiedzać będziemy między innymi mroczne, ukazane niczym w krzywym zwierciadle, ulice miasta rodem z koszmarów sennych, zwiedzimy krainę stworzoną z żyjącego, obrzydliwego mięsa, przespacerujemy się w podwodnym mieście czy też poskaczemy po ogromnych trybikach zegarów albo mostach z gigantycznych kart zawieszonych w powietrzu. To po prostu trudno odpisać, trzeba samemu zagrać. Gdzieś na krańcach wzroku coś się rusza, przemyka, wszystko jest mocno przerysowane, zdeformowane, pełne symboli, utrzymane w specyficznych, przybrudzonych barwach i cały czas mamy wrażenie że nie gramy ale właśnie śnimy. Niektóre postacie jakie spotkamy czy lokacje naprawdę mogą się zresztą później śnić po nocach. Gdy dodamy do tego jeszcze niepokojącą, nastrojową muzykę to ponownie mamy tytuł, z którym tylko nieliczni mogą się zrównać klimatem. Jednym słowem gra po prostu urzeka!

Moje zachwyty nad oprawą graficzną mogą się wydać tym dziwniejsze, że tak naprawdę grafika jest tutaj delikatnie rzecz mówiąc – kiepska. Całość wygląda jak tytuł sprzed co najmniej pięciu lat – marne animacje, tekstury niskiej jakości, które w zbliżeniach straszą brakiem szczegółów, schematyczność, kanciastość. Czasami można sobie zadawać wręcz pytanie czy niektóre niedoróbki i braki są tutaj zamierzone czy wynikają po prostu ze słabości silnika i umiejętności twórców. Na screenach prezentuje się to wszystko co prawda pięknie, ale na żywo zabawa sprawia naprawdę nie najlepsze wrażenie – to nie te czasy kiedy schematyczna, płaska tekstura nałożona na podłogę zachwycała i cieszyliśmy się, że  postacie na ekranie się kołyszą udając gestykulację i mimikę. Stylizacja, stylizacją, ale graficznie nowa Alice to po prostu gra z zupełnie innej epoki. Co więcej, do tego zdarzą się rożne problemy techniczne, straszą niedoróbki graficzne a już przede wszystkim wkurza niedoczytywanie się tekstur co jeszcze bardziej psuje odbiór całości.

Jak to wszystko wygląda jednak od strony Gracza i na czym tak naprawdę polega tutaj zabawa? Alicja to w gruncie rzeczy krzyżówka platformówki z widokiem TPP z … nawalanką. Niestety tutaj zaczynają się schody. Szybko okazuje się, że cała zabawa jest niesamowicie jednostajna – kilka minut zwiedzania poziomu, skakania po platformach, potem grupa przeciwników, walka z nimi i znów skakanie, walka, skakanie, walka… Wprawdzie co pewien czas mamy do rozwiązania jakieś zagadki, ale są one raczej bardzo o proste i nie potrafią rozbić montowni całości. Co więcej, gra po prostu denerwuje – początek jest bajecznie prosty, ale później etaty skakane budzą już tylko frustrację; aby przeskoczyć z jednej platformy na drugą musimy często perfekcyjnie zsynchronizować wszystkie kombinacje klawiszy. Wystarczy jeden błąd i spadamy cofając się do ostatniego punktu zapisu (na szczęście jest ich sporo), powarzenie tego samego w kółko i to w wielu sytuacjach naprawdę nie bawi. Również walka jest schematyczna – w Alice znajdziemy wprawdzie całkiem sporo broni a wrogowie prezentują się ciekawie i stosują różną taktykę, ale wszystko sprawdza się do zmieniania zabawek, którymi młócimy i szybkiego wciskania klawiszy. Szczerze mówiąc wolałbym grę krótszą, ale za to bardziej zróżnicowaną – przejście „Alicji”, to bowiem nawet dwadzieścia godzin zabawy (albo i więcej jeżeli chcemy pozbierać wszystkie ukryte bonusy), ale twórcom pomysłów brakuje już po pierwszych kilku godzinach rozrywki, a ciągle skakanie po jednostajnych platformach, poprzetykane grupkami wrogów bardzo szybko się nudzi.

Pierwsza Alicja urzekała klimatem i nieustannie zaskakiwała nas pomysłami twórców. Nie liczyła się w niej tak bardzo akcja ale właśnie klimat i niesamowite pomysły. W dwójce z tego wszystkiego został nam w zasadzie tylko niesamowity świat, ciekawe postacie i masa, w zasadzie niepotrzebnej, nużącej akcji. Osobiście nastawiałem się na coś więcej, ale jeżeli lubicie takie klimaty i kochacie platformówki to będziecie się naprawdę dobrze bawić! W innym wypadku, już niekoniecznie, to po prostu gra nie dla wszystkich.

Sprawdź najlepszy katalog gier!