strzelanki z pierwszej osoby Recenzje gier PC

Recenzja Painkillera: Redemption



Przejdź do katalogu gier!

Powiadają, że reklama jest dźwignią handlu. Zasadniczo ciężko się z tym nie zgodzić; dobrze zareklamowany produkt sprzedaje się sam. Istnieje jednak dość wąska granica pomiędzy solidną promocją konkretnego towaru, a zwyczajnym okłamywaniem klienta mającym na celu wciśnięcie nieudolnie wykonanego produktu jak największej liczbie frajerów, którzy zorientują się co kupili gdy już będzie za późno. Podobnie poczułem po ukończeniu gry Painkillera: Redemption. Spojrzałem potem raz jeszcze na opis… Przecież to wszystko kłamstwa!

Każdy chyba wie, że opisy gier jakie można znaleźć na różnych serwisach prowadzących ich dystrybucję zawsze są koloryzowane.  Nie jest to nic nadzwyczajnego, zwykle bowiem tylko w taki sposób można sprzedać tytuły przeciętne, kompletnie słabe, albo nawet zupełnie niegrywalne. Przeważnie jednak stroni się w nich od typowych kłamstw i upiększone ziarenko prawdy, na podstawie którego budowana jest reszta wspaniałości podkreślająca pierwotne założenie, staje się niebywałą zaletą danego tytułu. Marne gry wyścigowe zawierają więc „ogromne ilości różnorodnych” pojazdów, a strzelaniny „duży wybór realistycznie odwzorowanego” uzbrojenia…

Chciałbym się tutaj jednak zająć przypadkiem opisu, który nie ma praktycznie NIC wspólnego z prawdą. Konkretniej rozchodzi się o „nowego” Painkillera i słowa reklamujące ten produkt. Powiem wprost – każda osoba, która zasugeruje się słowami promocyjnymi przy kupnie tej gry, ma prawo poczuć się PODWÓJNIE oszukana – pierwszy raz przez samą grę, a drugi raz przez opis, zawierający mnóstwo mylących, podszytych fałszem informacji. Samą grą zająłem się już w recenzji więc teraz czas przyjrzeć się bliżej słowom, które po ukończeniu tego tytułu stały się niczym więcej jak tylko jednym, wielkim kłamstwem, na które dałem się nabrać.

Zanim jednak przejdę do sedna sprawy, warto poświęcić chwilkę opisowi fabuły, który na Steamie jest lepszy od tego, co gracz może wyczytać bezpośrednio w trakcie samej rozgrywki. Nie ma tutaj irytująco rozpisanych wątków i całość prezentuje się znacznie lepiej w kwestii merytorycznej, sprawiając, iż po zapoznaniu się z tym opisem w kwestii fabuły sama gra nie ma już nic do dodania… Ups!

Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, zalety gry są wymienione w podpunktach i tak też będę je rozpatrywał, przyglądając się każdemu myślnikowi z kolejna, poprzez dodanie moich opinii odnośnie każdego elementu rozgrywki uznanego za zaletę.Painkiller: Redemption

Pierwszy akapit jest najlepszym poparciem dla kłamliwych zapędów kolejnych zdań. Tym bardziej, iż mam dowód dostarczony bezpośrednio przez grę; Painkiller sumiennie zlicza czas spędzony na każdym z poziomów. Nie pozostało więc nic innego jak tylko podliczyć łączny czas na każdej z poszczególnych map. Nadmienię tutaj, że zdobyłem karty tarota oraz wybrałem wyższy poziom trudności spędzając w grze maksymalnie dużo czasu. Ze względu na zamkniętą strukturę kolejnych checkpointów nie można pominąć też żadnej walki, więc wszelaki szaleńczy bieg do końca poziomu także nie wchodził w grę. Chce po prostu  powiedzieć, że uczciwie skończyłem każdą z map, zabiłem każdego przeciwnika, a nawet znalazłem trochę ukrytych skarbów bez żadnych tanich sztuczek mających na cele skrócenie czasu gry i udowodnienie moich racji.

Mój wynik to dokładnie 4 godziny, 2 minuty i 44 sekundy. Doliczając nawet godzinę na powtarzanie pewnych segmentów gry po śmierci (chociaż szczerze nie sądzę by uzbierało się tego chociażby 30 minut) oraz czas spędzony w Menu głównym, nie jestem z moim wynikiem nawet blisko dolnej granicy nadmienionej na Steamie. Co trzeba zrobić by spędzić przy tej grze 10 godzin? Usnąć. I chyba nawet nie będzie takie trudne…  Cały akapit można więc włożyć między bajki. Zaprawdę dobry początek.

Ps. Samo słowo „nowa” jest tutaj nie na miejscu, gdyż w tej grze nic nie jest nowe.

No cóż… Nawet w największym kłamstwie kryją się okruchy prawdy. Akcja w Painkillerze jest istotnie intensywna, jednak jest to zasługa People Can Fly, którzy stworzyli praktycznie każdy element tutaj wykorzystany – od map aż po menu główne. Ciężko więc uznać to za bezpośrednią zaletę akurat tej konkretnej produkcji.

Radzę zwrócić również uwagę na „metry kwadratowe”. Dość mała jednostka miary, nieprawdaż? Ktoś chyba zdawał sobie jednak sprawę z tego, jak małe są miejsca w których rozgrywają się bitwy. Mieszkania również mierzymy w metrach… Czyżby ukryta przestroga?

Więcej „akcji” może sugerować tylko śmiesznie ilości przeciwników, co z miejsca tłumaczy również „większe” ilości krwi. Natomiast z fenomenem ta gra ma tyle wspólnego co puszka od kawy z pingwinem. Chyba, że słowo to będzie miało wydźwięk negatywny, wtedy istotnie przyznam – Fenomenalnie zła „prawie”gra.

Mniam! Wprost uwielbiam te „konkretne” liczby w tych akapitach, dostarczają one naprawdę konkretnych argumentów – ponownie nie pozostało więc nic innego, jak tylko uruchomić grę i podliczyć z kalkulatorem w ręku liczby przeciwników na kolejnych etapach rozgrywki. Łącznie, na wszystkich mapach, nie ma „ponad 6.000” stworów – Jest ich dokładnie 5657. Nie pomylono się tutaj wyłącznie o blisko pół tysiąca, ale wręcz nadpisano przeciwników używając słowa „ponad”. Sroga „pomyłka”, ale w końcu kto by się tam czepiał szczegółów, prawda? Tysiąc w tą czy we tamtą stronę… Szczegół. To nic nie znaczy. Kto to zliczy?strzelanki z pierwszej osoby

Odnośnie zwartych map już pisałem i jest to chyba jakiś zalążek prawdy, a zarazem kolejne ukryte ostrzeżenie.

Zachodzę jednak w głowę jakim cudem którykolwiek z przeciwników może być w jakikolwiek sposób „bardziej” od tego, co widzieliśmy w oryginale. To przecież ci sami przeciwnicy nie zmienieni poza okazjonalnym kolorem nawet o jeden piksel i poligon! Powiem więcej – WYGLĄDAJĄ i ZACHOWUJĄ się IDENTYCZNIE jak w grze z 2004 roku. Jakim cudem więc są w jakimkolwiek stopniu „bardziej”? Nie wiem. A o tym całym szaleństwie nawet nie wspomnę, bowiem za idiotyczny uważam sam fakt nazywania demonów z piekła rodem za szalone. To po prostu… Głupie.

Nowe mapy? A które to? W tej grze nic takiego nie uświadczyłem – „kampania” składa się w istocie z sześciu poziomów, ale są one niczym innym jak przerobionym na potrzeby gry dla pojedynczego gracza arenami do pojedynków sieciowych z oryginalnego Painkillera wydanego w 2004 roku. Nazwy map to: Cursed, Exmortis, Fallen1, Iluminati, Mine; oraz na koniec Katedra będąca regularną mapą w kampanii pierwszej części gry.

Ciężko jednak winić autora opisu… Co innego miał napisać? A może zwyczajnie nie wiedział? Jednak fakt pozostaje faktem –  „nowe” mapy tutaj nie istnieją i jest to zwyczajne łgarstwo.

Każdy laik mający doświadczenie z jakimkolwiek edytorem poziomów wie, że sformułowanie „łatwy w użyciu edytor map” zawiera w sobie sprzeczność. Nikt kto zasiądzie do takiego narzędzia bez elementarnej wiedzy nie zrobi tam absolutnie NIC. To chyba jednak dość oczywiste…

Zważywszy na fakt, że owych „bohaterów” nie widziałem nigdzie indziej poza ekranem wczytywania gry oraz przerywnikami fabularnymi wzbogaconymi o bezczelnie skopiowane artworki z poprzednich gier, nie ma to chyba jakiegokolwiek znaczenia. Jedyne zmiany jakie doświadczy gracz podczas rozgrywki to fakt zmiany posiadanego arsenału do strzelania. Na trzech mapach są to oryginalne bronie Painkillera, a na trzech kolejnych niepełny arsenał z Overdose. Więcej głębi miał w sobie Pan Gordon Freeman z Half-Life 2, gdyż momentami można było zobaczyć jego kostium co dawało świadomość kierowania konkretną postacią. Tutaj nie ma nic poza zamianą uzbrojenia.Painkiller: Redemption

Owo „unikalne” uzbrojenie nie jest więc wcale takie unikalne, gdyż jest to broń skopiowana z poprzednich gier.

Zostały jeszcze „Moce”… Nie uświadczyłem jednak żadnych. Chodzi o zamianę w Demona? Dla „każdej z postaci” działa iwygląda ona tak samo… Karty tarota (Tak, one też zostały skopiowane z pierwszego Painkillera) również są identyczne niezależnie od „postaci” . Mocy więc nie ma, albo są bardzo dobrze ukryte, ale ja ich już szukać nie będę.

Ulepszeń grafiki można szukać, ale tylko pod mikroskopem. Wspominano o ulepszonych cieniach, optymalizacji (dobrze zoptymalizowanego silnika z 2004 roku – Przypominam szyderczo), oświetleniu (bodajże) i chyba teksturach… Jednak uruchomiony, oryginalny Painkiller, udowodnił mi jednoznacznie, że wszystkie te zmiany wyglądają ładnie tylko na papierze i w wywiadach, bowiem z samej grze nie bylibyście w stanie rozróżnić jednej gry od drugiej tylko na podstawie srcreenu.

Ulepszone AI to chyba kpina z inteligencji każdego czytającego. Jakiego AI? Każdy stwórw zasięgu wzroku automatycznie biegnie w stronę gracza z wyjątkiem tych strzelających, które nota bene występują w bardzo śladowych ilościach. Tu nie ma praktycznie miejsca na AI, ze o usprawnianiu go nie wspomnę.

Ulepszone otoczenie gry… No tu to mi już normalnie słów bra… A przepraszam! W przerobionej Katedrze jest lekko zmienione oświetlenie i pochodnie świecą niebieskim albo czerwonym płomieniem! Nie pamiętam bym uświadczył innych „ulepszeń”, ale to jedno na pewno jest! Ufff… Punkt dla opisu. Już bowiem sądziłem, że to kolejne kłamstwo.Painkiller: Redemption

Więcej słów można powiedzieć na temat muzyki. Połowa utworów jest wybraną mieszanką poszczególnych utworów z oryginalnego Painkillera, dodatku Battle out of Hell, Overdose, a nawet z niesławnego Redemption. Autorzy tego tytułu byli tak leniwi, że nawet nie chciało im się zmienić Albumu wybranych utworów, więc mój Windows automatycznie pokazuje mi w liście skąd pochodzi konkretny kawałek. Podana jest jak na tacy nie tylko gra, ale nawet poziom i moment (przykładowo walka), w którym dany utwór jest odtwarzany. Tyle odnośnie pierwszej połowy. Druga bowiem, o dziwo, została stworzona na potrzeby tego konkretnego tytułu. I muszę uczciwie przyznać, że pomimo tego iż są krótkie, to jednak brzmią zaskakująco dobrze  i trzymają klimat oryginalnej muzyki. To chyba jedyny, dość malutki, plusiczek.

Koniec. To była ostatnia zaleta reklamująca ten produkt. I teraz szczerze – Czy naprawdę można tutaj użyć słowa innego jak kłamstwo / oszustwo? Czy nie jest to zwyczajne okradanie niczego nieświadomych graczy z ich pieniędzy? Nie tylko bowiem dostają oni marną przeróbkę programu, który nie może się równać pod względem gry walności nawet z Overdose, ale produkt zupełnie inny niż ten, o którym czytali w opisie! Naturalnie ktoś nie mający kontaktu z tą serią gier nic nie zauważy, a całość może nawet uznać za przyzwoity, budżetowy produkt… W tym jednak problem, bowiem został oszukany nawet o tym nie wiedząc. Podwójnie. I nie wiem jak dla Was, moi drodzy czytelnicy, ale dla mnie jest to zagranie karygodne. Cios poniżej pasa.

Radzę więc zawsze zwracać baczną uwagę na takie opisy, czytać rzetelne recenzje oraz opinie graczy na forach, bowiem niektórzy chcą tylko waszych pieniędzy. I chociaż może nie są to pieniądze zbyt wielkie, to macie pełne prawo poczuć się oszukani, bowiem dzisiejszymi czasy, w cenie powyższej gry, można znaleźć prawdziwe mrowie starszych produkcji, przy których spędzicie przyjemnie dużo więcej czasu niż tylko 4 godziny.

Sprawdź najlepszy katalog gier!