gry open world Recenzje gier PC

Saints Row: The Third – lepsze od GTA?



Przejdź do katalogu gier!

Najbardziej zwariowana gra tej jesieni?  Saints Row 3! Według zapowiedzi najnowsza odsłona tej serii miała w końcu dorównać swojemu wielkiemu pierwowzorowi – GTA. Udało się? Sprawdźcie – oto recenzja Saints Row: The Third.

Wszystkie części Saints Row były zawsze porównywane z serią GTA. Nic zresztą dziwnego – Rockstar stworzył bodaj pierwszego trójwymiarowego sandboxa z otwartym światem traktującego o tematyce gangsterskiej. Po kilkunastu godzinach spędzonych z Saints Row: The Third dochodzę jednak do wniosku, że produkcji Volition nie powinniśmy traktować tylko jako karykatury GTA. To bowiem pełny, kompletny wręcz tytuł mający w sobie naprawdę ogromne pokłady zabawy i jednocześnie zupełnie inna produkcja niż dzieło chłopaków z Rockstar.

gry gangsterskie

Po pierwsze opisywana tutaj gra nie jest tak poważna jak GTA IV. To z pewnością. Komiczne sceny pojawiają się już na samym początku, a później wrażenie odrealnienia tylko się potęguje; zresztą jeśli chodzi o konwencję rozgrywki, to Saints Row: The Third jest znacznie bliżej Just Cause 2 niźli którejkolwiek części GTA. Twórcy mieli masę humorystycznych pomysłów na uatrakcyjnienie swojej gry, by nie wyglądała jak kolejny klon GTA. Oczywiście ogólna mechanika rozgrywki jest taka, jak w typowym sandboxie: mamy więc duże miasto, różnego typu pojazdy, zdobywamy nowe miejscówki, wykonujemy misje we współpracy z członkami naszego gangu, przez co poszerzamy nasze wpływy i zwiększamy grubość portfela. Główna różnica to sama konstrukcja stawionych przed nami zdań. Wszyscy, Ci którzy ziewają już na sztampowe misje polegające na konwojowaniu, eliminowaniu przeciwników ze snajperki i pogoniach za przeciwnikami, będą zadowoleni. Oczywiście – tego typu zadania również tutaj znajdziemy, ale obok nich mamy także misję z nutką sado-maso czy typowo nerdowskie zabawy w hakowanie komputerów stylizowane wyraźnie na filmie Tron. Do tego należy doliczyć latanie czołgiem (sic!), włamywanie się do lecących samolotów, wystrzeliwanie żywych ludzi z działa,, porywanie wojskowych myśliwców i wiele, wiele innych równie zwariowanych akcji.

Gra stara się być przy tym maksymalnie obrazoburcza – mamy masę przekleństw, elementów nawiązujących do narkotyków, seksu oraz przemocy. Nie zabrakło całkowicie irracjonalnych pomysłów:  by na przykład udowodnić naszą odwagę uciekamy przed pracownikami ZOO z tygrysem… siedzącym na tylnym siedzeniu, który do tego ma skłonność do karania nas naprawdę siarczystym pacnięciem w głowę za zderzenia lub zbyt wolną jazdę. Szalone, prawda?

Humor jest najczęściej dość prosty, jednak wydaje się, że twórcy nie przekraczają cieniutkiej granicy niesmaczności. Choć trzeba przyznać – czasami są bardzo blisko. Podczas gry nie zabraknie żartów z golizny, seksu, religii itd. Również w arsenale, obok zwykłych pistoletów, karabinów i strzelb znajdziemy ciekawe narzędzia masowej destrukcji będące m.in. nawiązaniami do popkultury.

gry jak gta

Saints Row: The Third od samego początku stwarza bardzo pozytywne wrażenie – gra wygląda dobrze, ma wygodne sterowanie oraz niebudzącą zastrzeżeń mechanikę rozgrywki. Dzięki dużemu tempu zabawy, bardzo szybko wbijamy się w odpowiedni klimat. Muszę przyznać, że pierwsze godziny z Saints Row: The Third były hurraoptymistyczne – wszystko wyglądało bardzo dobrze, a grywalność okazała się wręcz powalająca. Był to bardzo zaskakujący początek, gdyż po grze Volition nie oczekiwałem aż tak wiele. Muszę tutaj przyznać, że dla przykładu, początek przygody z GTA IV był dla mnie ciężki – nie odpowiadał mi model jazdy, sterowanie, a gra  w ogólnie nie wciągała fabularnie. W przypadku Saints Row: The Third wrażenia były całkowicie odmienne. Model jazdy jest bardzo prosty do opanowania, ale dość satysfakcjonujący. Problemem może być jedynie zbytnie uproszczenie wychodzenia z poślizgów. Na plus należy zaliczyć też prosty, ale niesamowicie widowiskowy pilotaż samolotów i helikopterów.

Saints Row: The Third posiada również całkiem zręcznie nakreśloną linię fabularną, która co prawda nie szokuje, nie jest wypełniona dziesiątkami zwrotów akcji, jednak okazuje się spójna, a jej największymi atutami są barwne postacie oraz świetne dialogi, które aż ociekają humorem, zresztą wbrew pozorom nie zawsze tylko najniższych lotów. Naszym głównym bohaterem może być tutaj ktokolwiek. Gra posiada POTĘŻNY kreator postaci umożliwiający ustawienie najmniejszych szczegółów wyglądu twarzy takich jak nawet  odstęp między brwiami, wysokość czoła itd. Po stworzeniu swojej postaci, rozpoczynamy szybko walkę o wpływy z innymi organizacjami przestępczymi władającymi miastem oraz organami rządowymi, które próbują nam w tym przeszkodzić. Niszczymy więc konkurencję, przejmujemy interesy, które generują przychody oraz staramy się wyeliminować wrogów. Wraz z upływem czasu nasz gang się poszerza o bardzo ciekawe osobistości: mamy ogromnego Rosjanina Olega, który jest nie tylko niesamowicie silny, ale również inteligentny. Jest również porywczka Shaundi, czarnoskóry alfons modulujący głos za pomocą syntezatora oraz kobieta–nerd. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się po Saints Row: The Third tak ciekawej historii. Miałem wyobrażenie, że dostanę najwyżej, prostą, tylko ogólnie nakreśloną fabułę, która będzie tłem dla dziesiątków szalonych misji. Pomyliłem się.  Na szczęście!

gry open world

Misje w trybie fabularnym pozwolą nam spędzić przy grze około 12 godzin. To jednak jeszcze nie koniec zabawy. W mieście rozlokowano masę wyzwań, które nie są związane z wątkiem fabularnym – możemy zrobić ogromną demolkę przy użyciu czołgu, albo zajmować się odbijaniem prostytutek czy wymuszaniem odszkodowań (np. podkładając się pod jadące samochody). Można również wybrać się do miejscówki Profesora Genki, który był prezentowany na materiałach promocyjnych, by stoczyć walkę w kreskówkowych survival horrorze. Do tego dochodzi tryb Hordy, który – trzeba przyznać – jest bardzo oryginalny. Zasady zabawy są takie jak zawsze: atakują nas kolejne fale przeciwników. Volition postarało się jednak o to, by antagoniści byli urozmaiceni: mamy ludzi hot-dogi, maskotki, miłośników sado-maso. Ciekawie dobrano również nasz oręż: mamy nie tylko broń palną, ale również ogromne wibratory, którymi okładamy przeciwników, granaty, czołgi, futurystyczne myśliwce etc. Horda naprawdę wciąga, bo chcemy sprawdzić, co przygotowali nam twórcy w następnej rundzie, ale jako tryb do zwykłego, częstego grania raczej się nie nadaje. Warto też wspomnieć o możliwości grania w kooperacji, do czego potrzebny jest jednak niestety online pass, dodawany do gry w formie kodu.

Od strony oprawy audiowizualnej zauważyłem spory postęp. Saints Row 2 w wersji konsolowej prezentowało się tylko nieźle, a w wersji pecetowej było skandalicznie zoptymalizowane. Jak wygląda kwestie dostosowania kodu trzeciej części do współczesnych pecetów niestety nie wiem, gdyż na tapetę wzięliśmy edycję na PlayStation 3, jednak Saints Row: The Third ma całkiem niezłą, jak na sandboxa, grafikę. Nie ma tutaj wprawdzie takich widoków jak w Just Cause 2, a miasto przegrywa jeżeli chodzi o urozmaicenie z tym z najnowszego GTA, ale mimo wszystko – spodziewałem się czegoś nieco gorzej wyglądającego. Grafika została utrzymana w lekko kreskówkowej stylistyce, co idealnie pasuje do charakteru rozgrywki, jaką proponuje nam studio Volition. Nie da się jednak ukryć, że drobnych problemów technicznych jest co najmniej kilka: czasami szwankuje fizyka np. otwierane do góry drzwi samochodu sportowego zaczynają się trząść. Poza tym jakość przerywników filmowych momentami jest bardzo niska, co objawia się małą liczbą szczegółów, lekkim rozmyciem oraz dużymi ząbkami na obiektach. Sztuczna inteligencja przeciwników również nie robi pozytywnego wrażenia: wrogowie reaguje dość wolno, ale nadrabiają to liczebnością. Zawsze jest do kogo strzelać.

gry open world

Na uwagę zasługuje tłumaczenie, które przygotowano nie tylko na pecetach, ale również w obu edycjach konsolowych. Jest to rzecz jasna, kinowa wersja, ale trzeba przyznać – zrobiona całkiem dobrze jeśli chodzi o odwzorowanie dialogów. Bez ugrzeczniana przetłumaczono również najostrzejsze przekleństwa. Ba – czasem wydaje mi się, że bez szkody na przekładzie można było użyć innych, bardziej „cywilizowanych” słów. Czepialstwem będzie wytknięcia drobnych potknięć wynikających z uniwersalności języka angielskiego: po zniszczeniu czołgu, pojawia się komunikat informujący, że kogoś zabiliśmy czołgiem. Jest to zapewne spowodowane tym, że w angielskiej wersji użyto sformułowania „tank kill”, który pasuje zarówno do jednej jak i drugiej sytuacji. Beta testerzy polskiej wersji językowej tego nie zauważyli.

Saints Row: The Third jest jednym z zaskoczeń tego roku. Niewielu, a na pewno nie ja, spodziewało się, że będzie to kompletny, rozbudowany i niesamowicie grywalny tytuł. Dzieło Volition jest całkowicie różne od GTA jeśli chodzi o ciężar klimat, ale mimo lekkości fabuły i masy często niewybrednych żartów, gra nie odstrasza swoją durnotą, ale jest świetną i naprawdę ciekawą odskocznią od  bardziej „poważnych” tytułów.

  Sprawdź najlepszy katalog gier!