najlepsze rts Recenzje gier PC

Total War: Shogun 2 – Zmierzch Samurajów



Przejdź do katalogu gier!

To niesamowite, że na dobrą sprawę już od 12 lat studio Creative Assembly tworzy kolejne odsłony serii Total War, które nieustannie podnoszą poprzeczkę jakościową coraz wyżej i wyżej. Najnowszy samodzielny dodatek Zmierzch Samurajów nie zmienia, można by rzec, tej świetnej już „zasady”: oto bowiem kolejna gra z serii Total War i kolejny hit. Zapraszamy do recenzji jednej z najlepszych gier strategicznych roku!

Zmierzch Samurajów, podobnie jak podstawka, rozgrywa się w Kraju Kwitnącej Wiśni, tylko że tym razem akcja zawiązuje się dopiero w 1864 roku. Kampania opiera się na wydarzeniach opartych na tak zwanej „wojnie domowej Boshin” mającej miejsce właśnie w XIX wieku, podczas której walczyli ze sobą zwolennicy cesarza, a szogunatu. Doszło w niej do starcia tradycyjnej samurajskiej kultury z nowoczesnością. Naszym zadaniem jest opowiedzenie się po jednej ze stron konfliktu i zaprowadzenie w całej Japonii porządku, niekoniecznie „ogniem i mieczem”…

Zanim zacznę opisywać samą rozrywkę, muszę obalić pewien stereotyp. Mianowicie, pewnie dla przeciętnego polskiego Gracza Japonia wydaje się być (podobnie jak mi) bardzo egzotycznym miejscem, rzekłbym nawet, że niczym z innego świata. Powodem takiego zjawiska jest najprawdopodobniej to, że w naszych szkołach o tym kraju praktycznie się na lekcjach historii w ogóle nie uczy. Powoduje to, że Shogun pod tym względem instynktownie zraża do siebie wielu potencjalnych Graczy. Jednak muszę wyraźnie powiedzieć, że owa „inność, obcość” nie wpływa tutaj negatywnie na rozrywkę, a wręcz przeciwnie – powoduje, że jest ona nawet ciekawsza, bardziej intrygująca.

ciekawe strategie

Dodatek umożliwia grę sześcioma nowymi dynastiami – trzy z nich związane z szogunatem broniącym upadającej tradycji przodków oraz trzy opowiadające się za cesarzem, będącym tak naprawdę jedynie marionetką w rękach zachodnich mocarstw kolonialnych, tutaj Francji, Anglii oraz Stanów Zjednoczonych. Każdy ród charakteryzuje się innymi specjalizacjami, np. wybierając tradycjonalistów z Aizu otrzymujemy +1 do doświadczenia jednostek tradycyjnych. Działa to również w drugą stronę, ponieważ jeżeli gramy tą frakcją i zdecydujemy się unowocześniać swoje imperium, to musimy się liczyć z tym, że spotka się to z buntami poddanych. Wnioskując – jeżeli zdecydujemy się na obronę wartości samurajskich, to praktycznie automatycznie przekreślamy szansę na wprowadzanie Kraju Kwitnącej Wiśni w nowoczesność.

W Zmierzchu Samurajów do wyboru mamy trzy rodzaje kampanii – krótką, długą oraz najdłuższą polegającą na podboju całej ówczesnej Japonii, co więcej powiększonej względem podstawki o obszar północnej wyspy Ezo. Muszę przyznać, że mapa gry jest przeogromna, co oczywiście pozytywnie przekłada się na długość rozrywki. Osobiście wybierając ród, którym miałem zjednoczyć rozbity Kraj Kwitnącej Wiśni, kierowałem się jego bonusami (w moim przypadku m.in. obniżonymi kosztami administracyjnymi) oraz dobrym położeniem strategicznym, a nie sentymentem to tradycji samurajów. I jak się bardzo szybko okazało był to pod pewnym względem błąd! Już od pierwszych minut w grze, słuchając tej po prostu pięknej, klimatycznej muzyki, a następnie oglądając wprowadzające do dodatku intro, aż się chce momentami chwycić katanę w dłoń i ruszyć walczyć o upadającą tradycję, kompletnie zapominając, że jest ona niestety już jedynie reliktem przeszłości. Naprawdę, w mało której grze strategicznej klimat jest odwzorowany tak dobrze, jak w Zmierzchu Samurajów. Nigdy bym nie pomyślał, że historia kraju Dalekiego Wschodu kiedykolwiek mnie tak poruszy. Pod tym względem Creative Assembly spisało się „na medal”

Rozrywka podobnie jak we wcześniejszych odsłonach toczy się na dwóch płaszczyznach – zarządzania imperium z perspektywy mapy strategicznej i przeprowadzania batalii w czasie rzeczywistym w trybie RTS. Zmierzch Samurajów od podstawki diametralnie odróżnia to, że kampania rozgrywa się na przestrzeni tylko 12-stu (w najdłuższej wariancie), a nie kilkuset lat. Dzięki temu nasi bohaterowie (generałowie, szpiedzy, itp.) o ile nie zginą śmiercią naturalną, to w praktyce mogą nam towarzyszyć przez całą rozrywkę. Jest to dużą zaletą, ponieważ pozwala lepiej rozwinąć poszczególne osoby w danej dziedzinie, a poza tym zdecydowanie wygodniej korzystało mi się przez kolejne godziny gry z tego samego agenta, niż gdybym miał co kilka tur zaczynać szkolić kolejnego.

Jako, iż jak już wspomniałem kampania rozgrywa się na przestrzeni zaledwie kilkunastu lat, to teraz rok dzieli się nie tylko na cztery tury odpowiadające poszczególnym porom roku (wiosna, lato, jesień, zima), a na aż 24. Każdy okres charakteryzuje się czymś innym, np. zimą, nasze wojska przemieszczają się wolniej, a poza tym jeżeli znajdują się przy zakończeniu tury poza miastem, to prowadzone w takich warunkach oblężenie bardzo  wyczerpie nasze siły! Tak, więc dobrze jest przezimować w zamku, a do walki ruszyć dopiero, gdy zejdą śniegi. Zróżnicowanie pór roku odciska swoje piękno zarówno na mapie strategicznej (zimą jest śnieżnobiało i surowo, a jesienią złociście), jak i podczas potyczek – podczas letnich upałów nasze wojska męczą się zdecydowanie szybciej, niż w czasie rześkiej wiosny.

gry strategiczne

Również samo zarządzanie swoim mocarstwem z poziomu mapy XIX wiecznej Japonii uległo kilku zasadniczym zmianom w porównaniu do „podstawki”. Od razu zaznaczę, że niezależnie od pory roku mapa strategiczna prezentuje się po prostu niesamowicie i malowniczo pięknie. Mam tu na myśli tereny, które zostały już przez nas odkryte, bo reszta ziem jest spowita swego rodzaju rysunkową mgłą wojny nadającą tym obszarom dodatkowej tajemniczości. Jest to również swojego rodzaju utrudnieniem, ponieważ rozmowy dyplomatyczne można w Zmierzchu Samurajów prowadzić tylko z tymi rodami, z którymi już mieliśmy kontakt, co oczywiście dodatkowo ogranicza ten aspekt gry. Zresztą ogólnie rzecz biorąc, cały mechanizm dyplomacji został troszkę uproszczony (już nie musimy przesuwać po całej mapie naszych dyplomatów wraz z poselstwami do adresowanymi do poszczególnych adresatów; teraz wystarczy otworzyć jedno okienko i zaznaczyć, co się od kogo chce). Według mnie wpłynęło to, jednak pozytywnie na rozrywkę, ponieważ system ten działa teraz zdecydowanie sprawniej. Oczywiście podobnie, jak w podstawce istotną rolę odgrywają w grze również inni agenci – Gejsza (zabawia szlachtę, czy dekoncentruje wrogie wojsko), Zamorski Weteran (może pojedynkować się z wrogimi generałami lub podnieść morale naszej armii), czy Ishin Shishi (specjalizuje się we wzniecaniu powstań na terenie wroga). Wspomnę jeszcze, że tym co rzuciło mi się w oko na mapie były prowincje Nagasaki i Hiroszima. Ot – taka ciekawostka.

Tak, jak i w poprzednich częściach serii, tak i w Zmierzchu Samurajów istotną rolę odgrywa w grze rozwijanie posiadanych włości. Z tą tylko różnicą, że tutaj im bardziej unowocześnimy swoje miasto, tym bardziej wzrośnie niezadowolenie naszych poddanych! Oznacza to, iż musimy bardzo rozważnie inwestować w progres cywilizacyjny, aby nie doszło do rebelii wśród naszego ludu. Nowości technicznych jest za to na pęczki – linie kolejowe służące do szybkiego przemieszczania się po naszych włościach, czy innowacyjne bronie typu Kartaczownica Gatlinga lub okręt wojenny klasy Warrior (swoją drogą kosztujący bagatela 18 tysięcy!) aż proszą się o nasze pieniądze.

najlepsze rts

Same starcia w trybie RTS również doczekały się kilku innowacji względem podstawki. Najważniejszą jest chyba możliwość korzystania ze wsparcia naszych pobliskich okrętów podczas bitew. Choć dość niecelna, to moc z jaką nasza flota bombarduje cały teren sieje takie spustoszenie, że jego efekty wręcz zapierają dech w piersiach! Często decydujące znaczenie podczas potyczek odgrywają nowe jednostki wyposażone w nowoczesną broń ze wspomnianą już Kartaczownicą Gatlinga i działem Armstronga na czele. Aha, co do artylerii, to po raz pierwszy w serii istnieje możliwość ostrzału linii wroga z perspektywy pierwszej osoby! Szkoda tylko, że frajda płynąca z takiej rozrywki przekłada się zazwyczaj na chwilową utratę kontroli nad wojskiem podczas bitwy… Na pochwałę zasługuje dobra sztuczna inteligencja komputera, choć jednak do ideału jej jeszcze trochę brakuje, to i tak jest wymagająca – i o to właśnie chodzi, ponieważ dzięki temu gra się nie nudzi. Dodatkowo, co jest już chyba standardem serii Total War wrażenie robi rozmach batalii.

Nie kryję, że tym co mnie przy pierwszym kontakcie ze Zmierzchem Samurajów najbardziej uderzyło, był fakt iż dodatek zajmuje na dysku aż 32 GB! Niestety, tak duży rozmiar gry odzwierciedla się również podczas rozrywki w stosunkowo długich, przy tej częstotliwości, czasach ładowania. Na szczęście długie oczekiwania rekompensuje oprawa audiowizualna, która stoi na najwyższym poziomie. Dodatkowo muszę pochwalić dobrą optymalizację – ani razu nie doszło u mnie do zgrzytu.

Podsumowując, rewolucji w Zmierzchu Samurajów nie ma, ale jest za to tutaj esencja serii – to co najlepsze. Zmiany również znajdziemy, ale na zasadzie ewolucji, dzięki czemu otrzymujemy to, co już świetnie znamy w jeszcze lepszej formie. Dodatkowo (co chyba zresztą po recenzji widać) gra wręcz diabelsko wciąga – naprawdę musiałem się bardzo powstrzymać przed „jeszcze jedną turą”, aby napisać ten tekst. Tak więc, choć to tylko dodatek, to jest on produkcją na długie godziny, dni, tygodnie, miesiące… Pozycja obowiązkowa dla fanów serii! Polecam.

Sprawdź najlepszy katalog gier!